niedziela, 5 kwietnia 2020

Nieskończona gonitwa


   - Tam! Na północ! - zawołała Hinata, z wielkim wrażeniem ulgi nareszcie odnajdując postać tajemniczej kobiety. Bardzo daleki i odległy punkt nie napawał jednak entuzjazmem - Przemieszcza się bardzo szybko, nie zwalnia ani na moment.
  - Wobec czego musimy przyspieszyć. Jazda!
Fizycznie niemożliwe w tym stanie było dla Hyuugi równoczesne operowanie Byakuganem jak i spoglądanie pod nogi. Wychodziło bowiem na to, że Sasuke zamierza resztę trasy pokonać na poziomie koron drzew.
Bała się okazać oznakę słabości, a równocześnie wiedziała, że prędzej czy później jej organizm tego nie wytrzyma. Upadek z takiej wysokości nie wydawał się zbyt pociągający, a jednak widząc zagniewane spojrzenie Sasuke, ostrożnie wskoczyła w ślad za nim, na tą samą gałąź.
  - Postaraj się mnie nie spowalniać. - wyznał, spoglądając przed siebie - Muszę dziś dorwać tą wariatkę. Nie pozwolę, by w biały dzień ta szczwana dzikuska atakowała mnie na moim terenie!
Hinata przemilczała fakt, że gdyby Uchiha faktycznie więcej robił jak mówił, z pewnością nie dostałby takiego lania. Przemilczała również to, że nigdy jej nie dogonią.
  Sasuke bez ostrzeżenia ruszył do przodu, bardzo szybko zostawiając kobietę z tyłu. Widząc tylko jego plecy i zarazem będąc bezpiecznie oddaloną od jego toksycznej bliskości, Hinata pozwoliła sobie na kilka odważnych wniosków.
    Tych samych których, zdawało się, Sasuke w swej arogancji nie zdołał wyciągnąć .
Mimo tego, że Hyuuga widziała ową buntowniczkę w akcji przez zaledwie kilka sekund, wiedziała już, że brunet za żadne skarby tego świata nie zdoła jej pokonać.
Mogłaby mu to oznajmić, to jednak równałoby się z dobrowolnym oświadczeniem o chęci zostania zamordowaną. Widziała już, na co go stać. Dobitnie przekonała się o jego okrucieństwie i braku umiejętności radzenia sobie z własnymi porażkami.
  Z całych sił starała się nie zostać zbytnio w tyle. Cały czas instruowała chłopaka w którą stronę powinni się udać, z czasem jednak musiała coraz bardziej wzmacniać głos. Sasuke gnał przed siebie jak szalony a Ona nic nie mogła poradzić na to, że nie była w stanie za nim nadążyć.
Jej Byakugan szwankował. Widziała mroczki przed oczami i coraz częstsze rozmazywanie się obrazu.
  Dlatego to, co zobaczyła w pierwszym momencie wydało jej się zwykłą marą. Zamrugała, odgarniając zmęczenie a gdy spojrzała jeszcze raz… włosy stanęły jej na głowie.
  - Sasuke! - zawołała natychmiast. Zastrzyk adrenaliny w jej żyłach pozowolił jej na wykonanie jednego, długiego skoku - Stój!
Mężczyzna nie usłucha jej żądania. W zamian jedynie obrócił głowę celem posłania jej wściekłego spojrzenia
  - Co znowu?!
  - Dwóch obcych shinobich! - Zmęczenie i duszności pozwoliły jej na wyartykułowanie tylko tych kilku słów. Łapiąc gwałtowny wdech, dodała jeszcze: - Płaszcze! Płaszcze w chmury!
Do Sasuke coś w końcu zaczęło docierać. Zatrzymał się raptownie, ku radości swojej narzeczonej która niemal od razu upadła na kolana, nie będąc w stanie ani minuty dłużej utrzymać się na nogach.
  - Gdzie? - zawołał - W którym miejscu?! 
 Hyuuga dyszała głośno, niezdolna do wypowiedzenia choć jednej sylaby.
  - Gadaj! 
 - Naprzeciwko. - Drżącą dłonią wskazała kierunek - Ona, ta dziewczyna, udało jej się przemknąć zaraz obok nich. Ale są tam. Dwóch mężczyzn, z czego jeden wygląda naprawdę dziwnie. - zastanowiła się na krótko - Jak skorpion.
  - Niemożliwe! - Sasuke zamilkł raptownie, wpatrzony w ciszę głuszy. Skupiona twarz zdradzała intensywność myśli. - To członkowie grupy przestępczej o nazwie Akatsuki. Ojciec niedawno mówił o nich przy kolacji. Skupisko shinobich, którzy zdradzili swoje wioski. Banda zwykłych śmieci.
  - Wobec czego musimy zawrócić - Ośmieliła się wypowiedzieć swoją opinię na głos - Trzeba powiadomić władze
   - Co?! - Sasuke spojrzał na nią, jakby była niespełna zmysłów - Używanie Byakugana całkiem zjadło ci rozum?! Nie możemy tego przegapić… To może być moja szansa! Wstawaj! Ruszamy!
  Hinata bardzo mylnie odebrała jego gwałtowność, biorąc ją za przejaw strachu - nie ekscytacji. Tymczasem okazywało się, że mężczyzna nie ma najmniejszego zamiaru uciekać. Wręcz przeciwnie.
Ten szaleniec chciał wyruszyć im naprzeciw.
  Niech Bóg ma go w swojej opiece. Ten zapatrzony w siebie chłopak nie dożyje nawet dwudziestki - co dla Hinaty było opcją dość optymistyczną. Perspektywa spędzenia całego życia przy jego boku napawała ją wstrętem, teraz zaś zaczynała mieć prześwity nadziei, że jej obecny narzeczony być może nie doczeka samej ceremonii zaślubin.
  - Ja nie dam rady, Sasuke - wyjąkała, strwożona przed tym, jak zareaguje.
Ten zmierzył ją z pogardą.
  - Tak właśnie sądziłem - wysyczał jadowicie - Jesteś zbyt słaba. Boisz się.
  - I Ty nie powinieneś tam iść! - odważyła się podnieść głos. Sama nie wiedziała dlaczego  nagle poczuła chęć ratowania tego głupca. - Nie dasz rady dwójce potężnych ninja, skoro nawet nie kunoichi zdołała powalić Cię…
Nie dokończyła, bowiem przerwało jej mocne uderzenie w twarz.
Najpierw poczuła szok a dopiero później dotarło do mnie uczucie piekącego policzka. Sztywnym ruchem obróciła głowę, patrząc na Uchihe z niedowierzaniem
  - Nigdy więcej nie waż się o tym wspominać! Ani uznawać mnie za słabeusza!
Wciąż nie mogła wyjść z szoku, gdy Uchiha jak gdyby nigdy nic obrócił się i ruszył, bardzo szybko znikając jej z oczu.
  Wtedy też Hinata, nie bez zawiści pomyślała, że oto widzi tego człowieka ostatni raz w swoim życiu.
Była pewna, że Sasuke nie wyjdzie z tego żywy.





Krótko, ale prosto z serca! 🥰
Buziaczki♥

wtorek, 17 marca 2020

Rozkwit próżności

  

   Sasuke nie mógł uwierzyć, że blisko trzy godziny poszukiwań spełzły na niczym.
Odpowiedzialnością za swoją kolejną porażkę obarczał tylko jedną osobę. I na pewno nie był nią on sam. 
    - Wspomnę Twemu Ojcu, że treningi które pobierałaś, były niedostateczne. - Wyrzekł całkowicie poważnie, gdy wraz ze swoją narzeczoną Hinatą przedzierali się przez zgliszcza, celem powrotu do wioski.
  Mimo zabrania ze sobą użytkowniczki Byakugana, wciąż nie udało mu się znaleźć ani jednego śladu, tropu, dosłownie niczego co doprowadziłoby go do różowowłosej uciekinierki. Był wściekły. Nie. To zbyt mało powiedziane. Naraził na szwank swoją reputację i w dodatku dobitnie przekonał się jak nędznym, bezużytecznym robakiem jest jego przyszła, pożal się boże, żona.
Nie potrafiła znaleźć nawet jednej, durnej dziewuchy. Sasuke był pewny, że gdyby zabrał ze sobą jej kuzyna Nejiego ten od razu rozwiązałby tą sprawę.
Równocześnie był świadomy, że członek bocznej gałęzi klanu posiadał większy pokłady rozumu od Hinaty i na pewno zadawałby dużo więcej pytań.
A On, Uchiha Sasuke nie przywykł nikomu się z niczego tłumaczyć.
  - Dopilnuję, by poddano cię cięższym próbom. Póki co nie jesteś nic warta.
Hyuuga w duszy aż jęknęła głośno, bardzo dobrze pamiętając każde uderzenie i każdego siniaka które uczyniono jej, gdy tylko wykonała choć jeden zły ruch podczas sparingów z ojcem.

   Dziewczyna kroczyła zaraz za pędzącym do przodu brunetem, dysząc głośno. Zmęczona z trudem stawiała szybkie kroki by tylko nadążyć za mężczyzną, który nie miał dziś dla niej żadnej litości.
Ciągłe używanie Byakugana wyczerpało każdy pokład czakry i siły, który miała. Idąc musiała podpierać się stabilniejszych drzew. Niejednokrotnie obraz zawirował jej przed oczami, sprawiając, że zatrzymywała się strwożona wizją upadku.
Tak było i teraz.
Bardzo niewiele dzieliło ją od całkowitej utraty przytomności. Nachyliła się oddychając ciężko
  - Sasuke-kun pocze...
  - Przestań robić z siebie ofiarę! - Dotarł do niej zagniewany głos jej towarzysza, na dźwięk którego aż zacisnęła mocno powieki. Nie liczyła z jego strony na żadną oznakę współczucia, nie była aż tak naiwna. Poczuła, że zbliżył się ku niej nerwowym krokiem.
Niepewnie uniosła spojrzenie. 
  - N-Nie dam już rady… - wyrzekła. Pot perlił się na jej czole. -  Muszę… Muszę troszkę odpoczą..
  - Nawet nie chcę o tym słyszeć. Podnoś się. - Chwycił ją mocno za ramię i szarpnięciem doprowadził do pozycji stojącej. Dziewczyna aż zachwiała się, nagle uderzona przez tyle bodźców. Nie zareagowała sprzeciwem, ale nawet gdyby to uczyniła, Dziedzic Uchiha i tak nic by sobie z tego nie zrobił. - Nie mam tyle czasu, żeby się tu z tobą bawić. Byłaś szkolona na shinobi, więc zachowuj się jak na ninje przystało.
  Gwałtownie puścił jej postać, co spowodowało, że z łoskotem przewaliła się na kolana. Jęknęła głośno, czując, jak łzy zbierają się pod powiekami.
  - Wstawaj powiedziałem - Wysyczał nienawistnie - Wstawaj!
A gdy to nie przyniosło żadnego rezultatu, a kobieca postać jedynie bardziej skuliła się na leśnym runie nie wytrzymał. Wyciągnął przed siebie rękę i brutalnie złapał kobietę za włosy, tego dnia związane w ciasnego koka.
  Hinata pisnęła głośno, gdy nic nie robiąc sobie z jej cierpienia, mężczyzna mocno zadarł jej głowę a następnie niemal całą postać do góry. Na wpół klęcząc, patrzyła na swojego narzeczonego oraz obecnego oprawcę, a z jej powiek nieprzerwanie lały się strumienie gorzkich łez.
  - To boli! - wyjęczała, gotowa płaszczyć się przed nim byleby okazał jej odrobinę swojej łaski.
Tymczasem Sasuke, na pochybel swojej sile i dominacji, jeszcze mocniej zacisnął garść na jej koku, wywołując przyjemny dla swoich uszu szloch. Hinata błagała go o to by przestał, zdana tylko i wyłącznie na jego wolę.
To doświadczenie tak mu się spodobało, że wcale nie miał zamiaru odpuszczać. Jakże pokrzepiająca była świadomość własnej potęgi!
  - Proś o wybaczenie - zawyrokował, dumnie górując nad swoją kobietą.
  - Proszę - wyszeptała niemal natychmiast, pewna, że dłużej już nie zniesie tego bólu.
  - Głośniej!
Świadom jej cierpienia, szarpnął ręką chcąc zmusić ją do gwałtowniejszych działań. Hinata od razu zareagowała bolesnym krzykiem, ale nie spełniła jego polecenia.
A przynajmniej nie zrobiła tego tak szybko, jak On by sobie tego życzył.
  - Pożałujesz, że mnie zawiodłaś Ty…!
Nie zdołał dokończyć tego zdania. W pierwszej chwili zauważył tylko jakiś jasny punkt który pojawił się przed nim nagle, zupełnie jakby spadł prosto z koron drzew a w następnej poczuł już jak jego twarz odgina się od niespodziewanego ciosu z pięści.
Zdezorientowany i zamroczony naprawdę silnym uderzeniem puścił Hinatę i w kilku krokach zatoczył się do tyłu.
 Napastnik, choć niebywale drobny - bo tylko tyle Sasuke był w stanie spostrzec spomiędzy mroczek przed oczami, podążył jego śladem z zacięciem wystosowując następny, równie szybki atak.
  Uniósł do góry nogę, bez zawahania wykonał naprawdę eksponujący obrót i z całej siły, którą posiadał, a było jej naprawdę sporo, twardą niczym kamień piętą ugodził w szlachetną szczękę bruneta. Mężczyzna nie miał czasu nawet krzyknąć.
W całej tej chmarze zdarzeń,udało mu się wyodrębnić jedynie frywolnie latające w powietrzu, różowe włosy - bardzo ciężkie do niedostrzeżenia. Na pewno poczułby chorą ekscytację, gdyby tylko miał na to choć chwilę..
  Bo wyglądało na to że dziewczyna, kimkolwiek była, była naprawdę zdeterminowana by powalić Jego Uchihowską Mość do parteru.
Nie kończąc serii ciosów drugą nogą z wyskoku od razu wycelowała w wyeksponowaną klatkę piersiową przeciwnika - tym samym wieńcząc swoje dzieło zniszczenia.
Sasuke leżał kilka metrów dalej, obolały, sponiewierany i cholernie zdezorientowany. Oddech ugrzązł mu w piersi, gdy bezskutecznie usiłował złapać tchu w wyniku czego zaniusł się kaszlem.
  Hinata leżała na ziemi również, z tą różnicą, że jej oczy wyszczerzone niczym dwa, okrągłe spodki rejestrowały całą tą chorą sytuację. Jej mina przedstawiała się na ten czas niezbyt błyskotliwie. Usta dorównywały stopniowi rozwarcia powiek.
  Tymczasem Ta, która tak rezolutnie przybyła jej z pomocą, wcale nie czekała na oklaski. Gdy tylko szybkim rzutem oka zorientowała się, że Sasuke wciąż leży sobie grzecznie i zbiera godność z podłogi a granatowłosa kobieta w kimonie nareszcie pozostaje bezpieczna, obróciła się na tej samej pięcie którą znokautowała bruneta i pognała przed siebie.
  - To… niemożliwe.. - wyszeptała Hinata, niczym w transie patrząc w ślad za nią.
  Hyuuga jeszcze długo nie mogła zapomnieć jej wyglądu.
  Niezbyt wysoka ale i niezbyt niska, z różowymi włosami rozrzuconymi na plecach i wplecionymi w nie gałązkami i liśćmi. Zamiast standardowego ubioru, przepasana była przy piersiach oraz na biodrach zwierzęcymi skórami.
Wyglądała niczym pierwotna wojowniczka, żywcem wyjęta z ery wikingów.
    I w dodatku te ruchy. Hinata nigdy wcześniej w życiu nie widziała, by ktokolwiek poradził sobie z członkiem Klanu Uchiha z równą gracją a zarazem miażdżącą skutecznością.
  - S-Sasuke! - Uświadomiła sobie poniewczasie, zrywając się z podłogi i biegnąc ku narzeczonemu, który choć w ogóle nie zasłużył sobie na jej dobroć cóż.. miał być jej mężem. Uklękła przy jego postaci, rąbkiem kimona ścierając z jego warg strużkę krwii.
Nigdy nie była podła więc nawet w duchu nie mogła śmiać się z jego nieszczęścia. Usprawiedliwiała się tylko myślą, że dostał piękną nauczkę.
  - Zostaw mnie! - Warknął natychmiast, odpychając jej rękę. Z trudem podniósł się do pozycji siedzącej, ze złością patrząc w miejsce, gdzie do niedawna zniknęła kobieta.
Nie mógł uwierzyć, że tak pięknie go załatwiła i że, do jasnej cholery, cały czas znajdowała się pod zasięgiem jego ręki. Skoro zareagowała tak nagle, jasnym była że przebywała w pobliżu.
Ten fakt sprawił, że z jeszcze większą pogardą spoglądał właśnie na swoją narzeczoną. Hinata pod wpływem wzroku przepełnionego furią, dla pewności odsunęła się nieznacznie
  - Ty… - syknął, mrużąc powieki - Od samego początku wiedziałaś, gdzie ona się znajduje!
  - C-Co?! - jęknęła, strwożona tym, jakim cudem Sasuke doszedł w ogóle do tego abstrakcyjnego wniosku?
Fakt. Widziała ją na samym początku, zanim jeszcze na dobre wstąpili w las ale później żadna, mniejsza czy większa sylwetka nie rzuciła jej się w oczy.
Kobieta przepadła niczym kamień rzucony w wodę i niewiele było w tym jej winy.
Mimo to, ponownie w ciągu tego krótkiego dnia, zaczęła obawiać się mężczyzny, który teraz właśnie dźwigał się z ziemi i stawał na własnych nogach.
  - Nie graj idiotki. - warknął. Nerwowym ruchem rozłożył ręce, usiłując wskazać ogrom obszaru który ich otaczał. - Ona cały czas tutaj była. Gdzieś tutaj! A Ty ją przede mną kryłaś!
  - Przyrzekam Ci, S-Sasuke, że naprawdę nigdzie… - zawahała się, widząc jak wściekłość tańczy w jego oczach - .. n-nigdzie jej nie widziałam. Ona.. Pojawiła się jakby znikąd. Tak.. N-Nagle…
  - Łżesz jak pies!
Przed całkowitym wybuchem powstrzymywał go tylko fakt, że od krzyków bolała go niemal cała twarz. Był prawie pewny, że po spotkaniu z cholerną dzikuską i jej kopnięciem ruszają mu się co najmniej 3 zęby. 
  Podszedł do Hinaty prawie w ogóle nie czując bólu nadkruszonych żeber i silnym ruchem skierował jej ciało w stronę, gdzie zniknęła różowowłosa. Palcem wskazał gdzieś na głębie lasu.
  - Masz ją natychmiast zlokalizować, rozumiesz?! - Przysunął się do kobiety jeszcze bliżej, tak by następne słowa wypowiedzieć prosto do jej usta. Jego szept mroził krew w żyłach - I bez numerów! A jeśli jeszcze raz mnie zawiedziesz to gorzko tego pożałujesz.
Pchnął ją, by żwawo ruszyła przed siebie.
Dziewczyna nie mówiąc już nic więcej, posłała mu znad ramienia zlękniony wzrok.
   Sasuke ze złości mocno zaciskał zbolałą szczękę. 
Nadość już płeć damska nadszarpnęła mu dzisiaj cierpliwości. Drugi raz nie da się tak łatwo zaskoczyć ani przeklętej amazonce ani nikomu innemu.
  - W tym lesie nikt nie usłyszy Twoich krzyków, mała - dodał, otaksowując jej sylwetkę jednoznacznym spojrzeniem.
  Hinata niemal czuła, jak lodowaty dreszcz przebiega wzdłuż po jej kręgosłupie. Bez słowa aktywowała Byakugana ze wszystkich sił starając się odnaleźć to, na czym tak chorobliwie mu zależało. Czuła za sobą jego zimny oddech, słyszała dźwięk kroków.
Chwyciła Kimono i podciągnęła je wyżej, wykonując większe kroki. Z odrobiną żalu dojrzała, że odzienie nosiło na sobie brudne ślady liści oraz ziemi.



 Aut: Po ostatnim komentarzu tchnięto we mnie na tyle weny by... powstał ten rozdział! (I jeszcze następny :D ) Byłam tak zniecierpliwiona by Wam go pokazać, że publikuje niemal od razu! 
Mam nadzieję, że Wam się spodoba! 
Czuję napływ nowych sił ♥

niedziela, 23 lutego 2020

Nieuchwytność wiary



    Lekarze poświęcili wiele godzin, by ustabilizować stan i poskładać wszystkie połamane kości brutalnie pobitego przez funkcjonariuszy Policji dziewiętnastolatka - powszechnie znanego jako Naczynie Kyuubiego, rzadziej natomiast, po prostu Naruto Uzumaki. 
  Nikt nie zapytał, jakie są okoliczności nabytych obrażeń. 
Personelowi dobrze znane były uszkodzenia, powodowane przez ingerencje policyjnych ekwipunków. Przez lata takich zgłoszeń było w Konoszańskim szpitalu dostatecznie wiele, by nauczono się radzić z nimi w profesjonalny, skoordynowany sposób. 
   Tym razem jednak pielęgniarki wraz z oddziałami medyków działali w niecodziennym skupieniu i presji. Sama obecność na sali operacyjnej Jinchurikiego wystarczyłaby, by napiąć ich nerwy do granic możliwości - jednakże to właśnie czujny wzrok dwóch par ciemnych oczu powodowała, że po plecach i twarzach lekarzy spływały krople potu a ręce trzęsły się, z trudem utrzymując narzędzia. 
  Dwóch policjantów, będących wcześniej katami bogu winnego chłopaka, stało za szybą i w całkowitym milczeniu, ze splecionymi ramionami obserwowało napięte poczynania medyków. Sprawa była prosta. Operowali oni wokół bardzo cennego dla wioski towaru. Gdyby nagle Naczynie Kyuubiego zmarło, a Lisi Demon wydostał się poza jego ciało siejąc spustoszenie - to właśnie na zajmujących się nim lekarzach ciążyłaby cała odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Gdyby, rzecz oczywista, przetrwali oni inwazję. 
   Wszyscy doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
  Dlatego pokonując strach przed inkubatorem bestii, lekarze dali z siebie wszystko, by przywrócić go do stanu “względnej używalności” - jak nakazał uczynić to jeden z funkcjonariuszy. 
      Jeszcze przed nastaniem wieczoru owinięty bandażami pacjent położony został w jednej z Szpitalnych Sal. A wtedy policjanci skrupulatnie zadbali, by po przebudzeniu nie stanowił On dla nikogo zagrożenia - nadgarstki nastolatka silnie uwiązane zostały do metalowych poręczy.
   Mimo założonych zabezpieczeń, Naruto spał głęboko do samego rana. 
  Przebudził go odgłos ćwierkających za oknem ptaków, blask wpadających promieni słonecznych i… czyjeś czujne spojrzenie. Wzrok, wypalający w jego odsłoniętej piersi dziurę, zdawało się, wielkości kciuka. 
I choć całe ciało przeszywająco rwało i paliło żywym ogniem, to właśnie ten mistyczny dotyk niewielkiego skrawka na skórze bolał go najbardziej. 
Z wielkim trudem uniósł powieki, najpierw orientując się nie w sytuacji - lecz na napastniku. Życie shinobi zdołało nauczyć go bardzo wielu, w tym, by zawsze zachowywać czujność i nie ustawać w wypatrywaniu przeciwników. Szczególnie teraz, gdy czasy były tak ciężkie a nawiązywane sojusze rozwiązać się mogły niczym mizernie zawiązana sznurówka - pod pretekstem byle kroku.
   Jasny, wpadający w kojący pastel obraz choć silnie rozmazany, w pierwszej kolejności przywiódł mu na myśl świetlny blask wyścielający bramy niebios. Dużo za późno dotarło do Naruto, że w istocie widziana przestrzeń niebem być nie może - gdyż, po pierwsze nigdy by się tam nie dostał, a po drugie, na pewno nie było tam miejsca na żaden, mniejszy lub większy wachlarz Klanu Uchiha, który, jeśli się nie mylił, rysował się okazale na przeciwległej ze ścian. A przynajmniej tak mu się wydawało. 
Istota tak usilnie wytreszczająca ku niemu oczy poruszyła się, tworząc mozaikę barw cielistogranatowych na tle sierylno-białych akcentów, które dominowały w otaczającym ich wnętrzu.
   Zamrugał oczami usiłując wyostrzyć to, czego nie dane mu było jeszcze w pełni zobaczyć. Miał pewne obawy; brak mu było jednak charyzmy i chwilowego zdrowego rozsądku,by się w nie intensywniej zagłębiać. 
   - Hinata? To ty? - zapytał, choć usta miał tak spierzchnięte i suche, że z trudem ułożyły się w poszczególne wyrazy. 
  Naruto chciał wierzyć, że jest to jedynie objaw wstrząśnienia mózgu… a jednak, gdy wzrok przestał go zawodzić, chłopak dobitnie przekonał się, że czyste, przejrzyste tęczówki osadzone w zarumienionej twarzyczce o kształcie serca... należą właśnie do niej. Ciemne włosy układały się w perfekcyjnym ładzie, spływając na ramiona w kaskadach prostych niczym struny kosmyków. Jej sylwetkę spowijało bogato zdobione kimono, przewiązane w talii grubym pasem.
  Okoliczności i miejsce sprawiło, że kobieta była niespokojna, jej sztywna postawa sugerowała głębokie zmartwienie. Siedziała zgarbiona na krześle, wpatrując się w nastolatka z takim wyrazem twarzy, który pozostanie w myślach Naruto przez długi czas. Na jej widok serce ścisnęło mu się z żalu, a oczy zaszły niewielką ścianą łez wzruszenia, mimo to...
  - Co ty tutaj robisz!? - syknął, posyłając szybkie spojrzenie w stronę drzwi, na tą chwilę szczęśliwie zamkniętych. Uzumaki dobrze wiedział, że policjanci nadal będą go obserwować. Świadczyły o tym chociażby dłonie, które zawiązane miał tak mocno, że teraz z trudem poruszał ścierpniętymi palcami. - Wyjdź stąd szybko, zanim ktoś Cię tu zobaczy! Ałł!
  W gniewie narodzonym ze śmiertelnego strachu butnie usiłował podnieść górną część ciała. W zamierzeniu miał potrząsać tą naiwną dziewczyną tak długo, aż w końcu dotrze do niej, co właśnie zrobiła i gdzie się znalazła! Ostry ból, który przeszył go na kształt głębokich dźgnięć noża skutecznie sparaliżował wszelkie mordercze zamiary, usadzając go w miejscu. Stękając z bólu wygodniej ułożył plecy na poduszkach, ze wszech miar usiłując nie patrzeć na kobietę. Skupiał się raczej na tym, by móc w porę ostrzec ją, gdyby ktoś zamierzał wkroczyć do pomieszczenia.
   - Słyszałam, co się wydarzyło - wyznała cicho, palcami przejeżdżając po fakturze spowijających jego ciało bandaży. Przypatrywała się im z uwagą, nie kryjąc żalu i gorzkiej rozpaczy. - Przybyłam, by sprawdzić czy wszystko z Tobą w porządku. Czy nie zrobili ci niczego gorszego. 
   - Hinata czy ty mnie słyszysz? Znikaj stąd błagam Cię!
W odpowiedzi kobieta mocno ujęła dłonią jego zimną, sztywną dłoń, ściskając ją bez opamiętania
   - Musisz się stąd uwolnić, Naruto. Musisz stąd uciekać! - zadeklarowała, znienacka chwytając za pętające go paski. Usiłowała wydostać z nich obolałe nadgarstki chłopaka. 
Naruto przypatrywał się temu zjawisku z otępieniem, nim pojął, do czego ona zmierza. 
  - Zostaw, Hinata! Bo zorientują się, że coś jest nie tak! - Dziewczyna nie zareagowała, w dalszym ciągu ze skupieniem usiłując odpiąć mocno zaciśnięte okowy - Na litość boską, zobacz, w jakim jestem w stanie. Choćbym chciał, nie dam rady wyjść z tego miejsca o własnych siłach! A już na pewno nie uczynię tego niezauważony.
To zdanie zgasiło rosnący entuzjazm Hinaty. Kobieta zadarła głowę ku górze, spoglądając w twarz Mężczyzny z głębokim żalem. Była tylko o włos od rozpłakania się. Naruto dobrze widział łzy, błyskające w jej jasnych, pięknych oczach. 
   - Posłuchaj mnie teraz, Mała. - powiedział, rozluźniając mięśnie i po raz pierwszy posyłając jej ciepłe, pogodne i poniekąd uspokajające spojrzenie. Uśmiechnął się, a gest ten wdzięcznie otoczył jej postać, sprawiając, że na moment zamarła w miejscu a jej serce zakołatało gwałtowne, plamiąc rumieńcem powabne policzki. 
 To posunięcie miało w głównym zamierzeniu ukoić jej stargane nerwy, jednak nawet Uzumaki wiedział, że w głębi duszy miał ochotę zrobić to, gdy tylko dane mu było ujrzeć ją po raz pierwszy po tak długim czasie nieuchronnej rozłąki. 
Gdyby okoliczności były inne, a jego ręce nie pozostawały przytwierdzone do łóżka, wziąłby ją w objęcia śmiejąc się w głos na przekór złemu światu. 
   - Stałaś się piękną kobietą, Hinato - wyznał, ubierając rozpędzone myśli w odpowiednie słowa. 
Konsternacja na jej twarzy tylko go rozbawiła, lecz rozważnie powstrzymał się od głośniejszych odgłosów. Sceneria wciąż nie była odpowiednia. Schadzka dawnych przyjaciół, którzy według obecnego prawa rzeczy nie powinni kiedykolwiek dostrzec się wzajemnie w tłumie, miała miejsce w prawdziwej paszczy lwa.
   - Nie czas na takie rzeczy, Naruto! Ty nie wiesz, nie masz pojęcia do czego oni są zdolni. Musisz stąd uciec. Uciec jak najdalej tak szybko jak tylko będzie się dało, rozumiesz? Obiecaj mi to! Obiecaj też, że tym razem zabierzesz mnie ze sobą. Że uciekniemy razem. Daleko, jak najdalej!
    - Ciii kochanie. - pochylił się lekko, dając jej znak by przysunęła się bliżej. Uczyniła to z pewnym wahaniem. Jego ciało wciąż pozostawało bardzo zranione i obolałe. Przycisnęła rozgrzany policzek do bandaży spowijających męski tors i nie mogąc powstrzymywać tego dłużej, zapłakała boleśnie - Nie płacz, hej. Przecież wróciłem. Wróciłem tak, jak obiecałem choć Jiraya-sensei odwlekał mnie od tego pomysłu, choć tak wiele razy mi tego zabraniał.  Jestem tu po Ciebie. Bo teraz nabrałem siły i będę w stanie zapewnić Ci ochronę i bezpieczeństwo. 
   - Tak strasznie się boję, Naruto - wychlipała - Klan Uchiha to… to..
   - Wiem Mysza
   - Nic nie wiesz! Nic nie wiesz, bo nie było Cię tutaj. Nie musiałeś patrzeć na publiczne egzekucje bogu ducha winnych mężczyzn, kobiet i dzieci. Nie musiałeś brał udziału w mordowaniu ludzi innych poglądów, niszczenia ich domów, wybijania rodzin! Nie wiesz, Naruto! To potwory, prawdziwe diabły. A ja… A ja mam być żoną najgorszego z nich wszystkich. Człowieka okrutnego, pozbawionego wszelkich skrupułów, sumienia i choćby najmniejszej mądrości. Człowieka zapatrzonego w zacofane, próżne ideały i denne motta o moralności i wierności dyktatorskiej władzy! 
   - Sasuke nigdy nie odznaczał się zbytnią inteligencją i asertywnością, to fakt - przyznał, opierając policzek o jej głowę i powoli wdychajac do płuc rozkoszny zapach jej skóry i włosów. za którym tak bardzo tęsknił. Chciał przytulić ją mocno i rozegnać szloch targający jej piersią, nie mógł jednak uczynić wiele więcej. - Ale to tylko robaczek trzymany pod kloszem wpływowych rodziców. Jest zatrważająco słaby i dziecięco naiwny. Nie wie, jak bezlitosny potrafi być prawdziwy świat, jak bardzo mogą zranić zwykłe słowa ani jak smakuje samotność. Nie pojmuje, że istnieją walki shinobich tak okrutne i bezlitosne, że włos jeży się na głowie. Nie ma najmniejszego pojęcia, jak przebiegają konflikty dwóch przeciwnych nacjami ninja, i w końcu nie wie, jak to jest zostać zranionym w czasie walki. On atakuje tylko słabszych od siebie. Jeśli kiedykolwiek będzie miał odwagę i twarzą w twarz stanie nam na drodze do naszego szczęścia, zmiotę go z powierzchni ziemi jednym ruchem.
   - Nie lekceważ ich, Naruto, błagam! - zawołała z trwogą - Ich okrucieństwo nie zna żadnych granic. Spójrz, co zrobili z Tobą! Boże. Przecież oni mogli bez trudu zatłuc Cię na śmierć, czy ty tego nie rozumiesz? W dodatku… W dodatku termin mojego ślubu z Sasuke  zbliża się nieuchronnie. Jestem przerażona. Co, jeśli nie uda nam się uciec na czas. Nie chcę Naruto, nie chcę być żoną tego łotra. Umrę z rozpaczy. 
   - Potrzeba o wiele więcej by mnie złamać, moja droga - odparł dziarsko, z nabożnością ucałowując czubek jej głowy - Przestań o tym mówić. Nie pozwolę nikomu, a już zwłaszcza jemu zagrabić to, co od dawna jest moje. No, nie płacz, kochana. Gdy tylko poczuję się lepiej i zakończe swoje sprawy, zabiorę Cię w miejsce, które widziałem niegdyś podczas jednej z wielu moich wędrówek. To piękny dom w samym środku lasu. Z daleka od wszystkich.
   - Od wszystkich? - szepnęła, palcami ścierając swoje łzy 
   - Dokładnie. Tam będziemy szczęśliwi. A teraz znikaj już i tak spędziłaś tu za dużo czasu. Pamiętaj, że gdyby zobaczono Cię w moim towarzystwie Twoja reputacja byłaby doszczętnie i nieodwracalnie zniszczona, rodzina zapewne wyrzekłaby się Ciebie i kto wie, jak jeszcze mogłoby się to skończyć. To zbyt niebezpieczna gra, dlatego nie możemy rzucać się w oczy. Odejdź kochana póki jeszcze nie jest za późno.
  Hinata cichutko pociągnęła nosem, mimo woli wstając. Drżącymi dłońmi rozprostowała materiał kimona.
   - Masz rację. - Delikatnie ujęła policzek mężczyzny, gładząc poranioną skórę posuwistymi ruchami - Tęskniłam za Tobą. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo...
   - Ja też tęskniłem. 
   - Bardzo Cię boli?
   - Tylko trochę, ale nie ma powodu by obawiać się o moje zdrowie. Dziewięcioogoniasty zapewnia mi przyśpieszone gojenie się ran. Do jutra będę już jak nowonarodzony. - wyszczerzył się zawadiacko w sposób, który szczególnie charakteryzował jego barwną postać. - Zacznij zamiast tego bać się trochę o siebie. Zmykaj. Gdy zasłużę na odrobinę prywatności, spotkamy się tam gdzie zawsze. 
   - Na pewno? 
   - Masz moje słowo. Ah. I jeszcze jedno. Już ostatnie, obiecuję - zaśmiał się cicho, uzmysławiając sobie jak bardzo tęsknił za tą niepozorną, drobną dziewczyną z dobrego domu. Wprost nie mógł się z nią rozstać -  Proszę cię, tylko nie myśl sobie, że zapomniałem o naszym ostatnim spotkaniu. Przybyłym w umówione miejsce ale Klan Uchiha bez przerwy siedział mi na ogonie. Nie miałem sposobności by zgubić ich, nie wzbudzając podejrzeń.  
   - Tak, wiem. - Jej blade usta ułożyły się w delikatny uśmiech, gdy lekko skinęła głową. Odwróciła się i postąpiła kilka kroków, łapiąc za klamkę - Do zobaczenia. 
   - Uważaj na siebie. 
   - To nie mnie połamali, Naruto-kun
   - Tylko by spróbowali.
 Zaśmiała się cicho 
   - Wariat. 

    Hinacie udało się niezauważenie wyślizgnąć z sali chorych i bezpiecznie przejść co najmniej dwa piętra, nim w połowie korytarza nie natrafiła na osobę której w jej założeniach w ogóle nie powinno być natenczas w okolicy Konoszańskiego szpitala. A jednak. 
Oczy zawodziły ją bardzo rzadko, mimo to nie mogła pozbyć się płonnej nadziei. Łudziła się tak, dopóki nie dotarło do niej echo pogardliwych słów napotkanego mężczyzny, a w tym barwa jego głosu. 
   - Co Ty tutaj robisz?  
   - S-Sasuke-kun? - jęknęła, czując potężne uderzenie gorąca. Brzuch skurczył się jej tak mocno, że na moment straciła dech raptownie przystając w miejscu. On również się zatrzymał, mierząc ją uważnym, podejrzliwym spojrzeniem od stóp do głów.
   - Powtórzyć pytanie? 
   - Ah n-nie, nie trzeba - Granatowłosa nigdy nie była dobra w kłamstwach, szczególnie gdy ich konsekwencje dopadały ją tak szybko i niespodziewanie. Zatraciła zdolność mówienia a jej twarz w ułamku sekundy przybrała barwę głębokiej purpury. Sasuke przypatrywał się jej niezdarnym poczynaniom z ironicznie uniesioną brwią, nie kryjąc swojego zażenowania. 
Cóż. 
Hinata nie kryła go również. 
   - Dobrze się czujesz? - Bynajmniej nie było to pytanie zadane z troski. Brzmiało, jak żywcem wyjęte ze zbioru uszczypliwości i wszelkich obraz tego świata i jeśli Hinata nie padła martwa z wcześniejszego zaskoczenia, tak teraz była już o krok od wyzionięcia ducha - ze wstydu. Uchiha wypowiedział pozornie nieszkodliwe zdanie w sposób mistrzowsko pogardliwy, z dużym potępieniem komentując niedyspozycję swojej narzeczonej
W końcu odpuścił, choć jego postawa wciąż pozostawała sztywna i nieprzystępna. - Nie ważne i tak nic mnie to nie obchodzi. Z drogi. 
Mężczyzna o głowę wyższy od niej wyminął ją, nie poświęcając rozbitej postaci kobiety nawet ułamka swojej drogocennej uwagi. Hinata dziękowała za to niebiosom, inaczej bez trudu udałoby mu się dostrzec drżenie jej warg i szklaną powierzchnię oczu. 
Gdy znalazł się za jej plecami, bezgłośne odetchnęła z ulgą. Napięte do granic możliwości mięśnie rozluźniły się, lecz burza wewnątrz jej głowy pozostała. 
   Teraz, doznając zastrzyku piorunującego ciało strachu zdała sobie sprawę jak niebezpieczny pozostaje jej związek z Naruto. Gdyby trafiła na swojej drodze na mniejszego ignoranta, miałaby duży problem by zetrzeć z siebie cień domysłów. 
W Erze Nowej Konohy każdy każdemu spoglądał na ręce, bez różnicy, czy pozostawało się zwykłym ulicznym sprzątaczem czy córką jednego z dwóch przedstawicieli największych Klanów w wiosce. I prawdę mówiąc Hyuuga sama nie wiedziała, pod czyi osąd wolałaby trafić w pierwszej kolejności - ojca, czy policji.
   - A i jeszcze jedno - głos Sasuke ogarnął ją, gdy najmniej się tego spodziewała. Co gorsza, wraz ze słowami poczuła na sobie również gorący oddech. Sasuke znajdował się teraz bardzo blisko a to tylko spotęgowało jej obawy, sprawiając, że z marszu wyprostowała się niczym struna i nader głośno nabrała oddechu. - Będę dziś czekał na Ciebie przy bocznym wyjściu zaraz po swoim dyżurze. Zrozumiano? 
    Stał bezpośrednio za jej plecami; gdyby tylko odrobinę się rozluźniła z pewnością zetknęli by się ciałami. Na samą myśl o podobnych zbliżeniach niemal wpadła w czarną otchłań rozpaczy, co na dłuższą chwilę odwróciło jej uwagę od znaczenia słów które do niej wystosował. 
Niewątpliwie szeptał, chcąc przeznaczyć informację tylko dla jej uszu. Nie zareagowała, jedynie bez namysłu, powoli skinęła głową, tym samym godząc się na jego propozycję - jeśli o propozycji w ogóle można tutaj wspomnieć, biorąc pod uwagę jego inwazyjny ton i raczej kontrowersyjną formę zaproszenia. 
   - Świetnie - zadowolił się, naraz odsuwając od jej spłoszonej postaci - Postaraj się być mniej dziwna i ubierz się w coś innego 
Odszedł, zostawiając ją samą z ogromny mętlikiem w głowie oraz duszy. Drżała, nieprzygotowana do tak dużej ilości wrażeń. Milcząco wsłuchiwała się w echu jego kroków, dopóki całkiem nie ucichły na opustoszałym korytarzu. 
   Kobieta miała dzisiaj wyjątkowe szczęście, albowiem Sasuke całkowicie opacznie zrozumiał jej nerwowe zachowanie kojarząc go raczej z wrodzoną nieśmiałością dziewczyny względem innych osób a już nie daj boże - mężczyzn. Nie domyślał się knutego spisku ani początkującego romansu, toczonego bezpośrednio za jego dumnie wyprostowanymi plecami. 

***
    Tego dnia pojawił się znów, tak, jak zwykł czynić to od jakiegoś czasu - zawsze o tej samej bądź zbliżonej porze. I Ona, niezłomna w obserwacjach, czekała na niego również w tym samym miejscu. Bezpiecznie skryta w krzaczastych gęstwinach, przedzierała się wzrokiem ponad stertą rosnących liści.
   Mocny powiew jesiennego wiatru uderzył wprost w skupioną, kobiecą twarz i wtedy pewna niezgodność zatrzęsła jej umysłem sprawiając, że poczuła na skórze cierpkie dreszcze. 
Wiedziona instynktem przetrwania uniosła wysoko głowę, głęboko wciągając nabiegające ku niej powietrze; analizowała jego skład - niczym tropiący ofiarę drapieżnik.  
Słodka, kwiatowa woń połączona z zapachem, którym zwykła odróżniać ciemnowłosego mężczyznę niosącego śmierć od innych osobników jego gatunku obiegła ją, stawiając przed nieprzyjemnym faktem, którego nie przewidziała. 
  Nie przybył sam. 
Od kiedy zatraciła swoje zapiski, rzeczy których się nie spodziewała wpędzały ją w uzasadnioną obawę, odbierając zdolność logicznego myślenia. W pierwszym odruchu pragnęła więc się wycofać, natenczas zachowując większy dystans od stojących przy linii lasu osobników - jej obecna lokalizacja oraz utrudnione bezszelestne poruszanie zmusiły ją jednak do zaniechania tego pomysłu. Przy pierwszym, lekkim ruchu zarośla zatrzęsły się niebezpiecznie, ściągając na siebie uwagę. 
Na szczęście nikt z przybyłych nie odnotował tego faktu wśród dziesiątek innych podrygiwanych przez szalejący wiatr gałęzi.
 Sakura mogła na tą chwilę odetchnąć z ulgą, jednocześnie bardzo prędko wpadając w kolejną, targającą nią konkluzję. Zmrużyła oczy, palcami ostrożnie rozgarniając liście na wysokości swojego wzroku. 
  Teraz było ich już dwóch. Co to mogło oznaczać…? 
[***]

    - Co powiedziałaś ojcu gdy wychodziłaś? - Jego zimny ton nie pozwalał Hinacie zapomnieć, że jest w tym przedsięwzięciu zupełnie niechcianym elementem. 
Sasuke zaznaczył to jasno i wyraźnie gdy tylko przybył po nią pod bramy posiadłości Hyuuga a następnie kontynuując tą niezrozumiałą farsę którą z bardzo dużym rozmachem nazwać można było spacerem niemal całą drogę milczał i nie trudził się troską o to, że jej krótkie nogi nie nadążają za karkołomnym tempem marszu który narzucił. Nie odpowiadał na jej pytania, ani nawet na formę przywitania którą w przypływie kultury odważyła się wystosować. 
Swoim zachowaniem okazywał jej rażący brak szacunku… nie mniej jednak była mu za to wdzięczna. Wizja spotkania sam na sam wprawiała ją w taki stres, że podczas obiadu nie przełknęła ani kęsa. Chciała mieć to za sobą; po prostu oficjalnie to przetrwać bez wzajemnego nadstawania sobie na odcisk. Jak to mawiała jej własna matka, jako narzeczeństwo wcale nie muszą się lubić - wystarczy tylko po prostu się tolerować. 
 A więc posłusznie szła za nim, szepcząc po drodze cichą modlitwę o siłę i wytrwałość. Niczego na świecie nie brzydziła się tak, jak Klanu Uchiha.  Nikogo tak bardzo nie obawiała się, jak Sasuke.
Dlatego gdy tylko dotarli do stóp lasu przeraziła się po stokroć wizją, że będą tam naprawdę sami. Przedtem pokrzepiała się tym, że w okół będą jeszcze inni ludzie - teraz zaś straciła wiarę w to, że wyjdzie cało z narzuconego na nią spotkania. 
  Sasuke nie postąpił nawet jednego kroku wgłąb głuszy, a już rozejrzał się bacznie, jakby szukając czegoś w latającym dookoła powietrzu. Następnie jego surowy wzrok spoczął na Hinacie a ona biedna, aż struchlała, kurcząc ramiona. 
   - No co mu powiedziałaś? Odpowiadaj - Uchiha nie cierpieli zwłoki i bardzo rzadko poddawali cokolwiek głębszym przemyśleniom. Oni po prostu działali… podczas gdy nieszczęsna przedstawicielka Klanu Hyuuga większą część dialogów odbywała ze sobą, w swoich własnych myślach. 
   - Że zabierasz mnie na spacer by móc się lepiej poznać - wyrecytowała na wdechu licząc, że dana odpowiedź go zadowoli. 
On jednak westchnął z irytacją 
  - Chociaż jedna rzecz którą potrafisz dobrze zrobić. - Chwycił ją za ramię i mocno pociągnął za sobą. Szedł szybko, więc nim zdołała się obejrzeć las zamknął się za jej plecami. - A teraz posłuchaj mnie. Od kilku dni szukam dezerterki która uciekła z osady buntowników którą rozbiliśmy kilka dni temu. Wiem, że ukrywa się gdzieś w tym lesie. Masz ją dzisiaj znaleźć.
   - Z-Znaleźć? - wydukała, kompletnie nie spodziewając się tego, czego od niej oczekiwał. Zamrugała - Ale to może potrwać kilka godzin.
  -  Nie spieszy mi się a ty masz przecież Byakuugana, więc nie rób takiej zdziwionej miny. Po to przecież jesteście. - Dłoń otaczająca ramie kobiety zacisnęła się, sprawiając jej fizyczny ból - No dalej. Chcę mieć to już za sobą. Ta sprawa nie daje mi spokoju.
Po czym orientując się, że najwyraźniej powiedział za dużo, umilkł raptownie szybko ruszając do przodu. Przedzierał się przez drzewa i gąszcze w sposób, który jasno dał Hinacie do zrozumienia że rozmowa dobiegła ku końcowi. 
  Niewiele miała wyborów, zważywszy na to że wolą jej ojca, rodziny, tradycji i konwenansów było, by bez wahania wykonywała wszystkie polecenia swojego niedoszłego męża. Jedyne co jej pozostało to aktywować Byakugana, co uczyniła niezwłocznie i westchnąć cichutko, tak, by potomek Klanu Uchiha nie zdołał tego usłyszeć. 
 Idąc w takt woli mężczyzny rozejrzała się dookoła, równie prędko zamierając w bezruchu. Bez trudu dostrzegła to, czego wzrok Sasuke nie mógł sięgnąć. Coś, co skrywały w sobie gęste liście. Niewiele było w tym jej wartkiego wysiłku. Tajemnicza osobniczka spoczywała wprost pod nosem chłopaka, będąc jednocześnie urzeczywistnieniem postaci, której Sasuke poszukiwał - a w której istnienie Hinata niezbyt uwierzyła. 
Znane już były wśród członków Klanu Uchiha przypadki obłędów. 
  Chwilę, bardzo zresztą krótką stała w bezruchu mierząc się z Dziewczyną niemal twarzą w twarz. Oblicze uciekinierki zwrócone było bowiem wprost na Hinatę, a jej oczy patrzyły, zdawałoby się, nawet pomimo przeszkód prosto w jej białe, oznaczone pracą oczy.
Z zastoju wyrwał ją ponaglający, męski głos. Nierozważnie zwróciła głowę w stronę krzyku, orientując się, że Sasuke dawno już zniknął za drzewami.
   - Rusz się! - A jednak srogość jego tonu dotarła aż do jej uszu. 
   Przeszedł ją dreszcz, gdy ponownie odwróciła głowę… a tamtej kobiety już tam nie było. 


   Aut: Wraz z nowym komentarzem Sayuri7, przypomniałam sobie, że przecież mam jeszcze jeden rozdzialik napisany X czasu temu który po prostu nie doczekał się publikacji. Wobec czego proszę, publikuję, choć powiem szczerzę, że moje prognozy na kontynuację tego opowiadania przedstawiają się... w dość ciemnych barwach. Nie chcę nic obiecywać. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba! Pozdrawiam Temira.

piątek, 11 października 2019

Bajeczne korzyści terroru


   - Spójrzcie, to on! To ta bestia! 
   - Demon powrócił!
  - Odsuńcie się od niego! 
   - Wynoś się stąd, wstrętny bękarcie diabła!
  Z rękami wciśniętymi w obszerne kieszenie dresu Naruto szybkim krokiem pokonywał kolejne przecznice, mimo nieustannie rzucanych w jego stronę komentarzy, ciesząc się spacerem ulicami Konohy. 
Będąc w tak wielu miejscach na świecie, zdążył już zapomnieć, jak piękna i jasna była jego rodowa osada.
  Teraz podziwiał widoki, chłonąc oczami obraz każdego drzewa, krzewu czy soczystych źdźbeł trawy. To właśnie nad brakiem zielonych akcentów najbardziej ubolewał podczas wielotygodniowych tułaczek po śnieżnych tundrach Kraju Mrozów czy nieskończonych pustyniach okalających Wioskę Ukrytej w Piasku.
  Uchylił się przed szybującą w jego stronę skórką od banana, kątem oka lokalizując prowokatora nalotu. Mały, brudny chłopiec impertynencko wystawił mu środkowy palec, pod nosem mamrocząc coś złowrogo.
 Rozeźleni mieszkańcy nie potrzebowali dużo zachęty, by hucznie poprzeć nierozsądny pomysł niedomytego dziecka. W ślad za bananem, w stronę maszerującego natolatka poszybowały pomidory, jajka, pieczarki - wszystko, co w ten słoneczny poranek znajdowało się w świeżo zaopatrzonych siatach skupionych na ulicy przechodniów. Bombardowaniu towarzyszyły mniej lub bardziej stosowne opinie i określenia, wygłaszane hucznie i bez skrępowania, nawet przez domniemanie wykształcone persony.
  Naruto uświadomił sobie z pewną dozą niestosownego rozbawienia, że lata szlifowania umiejętności obronnych nie poszły w las. Bez trudu unikał nadlatujących przedmiotów, o których wolał myśleć, jako o śmiercionośnych kunaiach i senbo.
  Oddalił się szybkim marszem, prawie truchtem, przechodząc w spokojniejsze, mniej uczęszczane rejony. Przez cały ten czas uśmiechał się ironicznie, choć nie bez satysfakcji. Uświadomił sobie jak ciężki kawałek chleba przypadł funkcjonariuszom policji, którzy zostali na tą chwilę wyznaczeni do kontrolowania ścieżek, które przecierał,. Nie widział ich, jednak bez problemu potrafił wyczuć ich ciągłą obecność. Snuli się za nim krok w krok, strzępiąc swe siły na usilne próby ukrycia się, co jednak wydało się blondynowi rzeczą zupełnie pozbawioną sensu. No bo po cóż trzymać w tajemnicy coś, co dla każdej z osób w jego położeniu wydawało się aspektem dojmująco jasnym? Skoro przybył do wioski dopiero wczoraj, a ta nieprzerwanie od lat rządziła się rygorystycznymi prawami, logicznym było, że jeśli nie zamkną go w ciemnej celi do końca życia to przynajmniej będą usiłowali go kontrolować, monitorując każdy ruch.
Uzumaki nigdy nie należał do wzorowych słuchaczy, z lekcji Jirayi wyciągnął jednak przydatny zwyczaj, polegający na nie marnowaniu energii na rzeczy zbyteczne, które uskutecznić można mniej skomplikowanymi sposobami.
Analizując zachowania strażników, w tym nierozwagę przeważającą w ich wyborach Naruto śmiało pokusił się o stwierdzenie, że do tutejszej Policji przyjmują samych idiotów. 
Jedynym wyjątkiem w jego skromnej skali ocen był Itachi, który jako jedyny zakrawał o resztki zdrowego rozsądku oraz jego młodszy brat, Sasuke, którego nazywanie idiotą po prostu obrażało by idiotów.
  I jak na zawołanie na horyzoncie Uzumakiego zamajaczyła znajoma sylwetka. Wywołany z lasu wilk… lub nieszkodliwa wiewiórka. Zakres postrzegania jego osoby był dostatecznie rozbieżny, by na określenia użyto wszystkich zwierząt występujących w tym rejonie.
Sztywne ramiona oraz wyniosła postawa z jaką pokonywał kolejne metry, twardo stawiając kroki w kolejnym skojarzeniu przywiodła Uzumakiemu na myśl napchanego pawia, któremu ktoś bardzo dotkliwie obił kości i ten teraz musi poruszać się w taki a nie inny sposób, by ulżyć swojemu istnieniu. 
   Sasuke.
  Blondyn zatrzymał się w miejscu, oszczędzając sobie fatygi. Nie chciał w to wierzyć, bo poznał już niezliczone pokłady dumy wypełniające głowy Uchiha w większych nakładach od rozumu, a jednak faktem było, że Sasuke zmierza teraz wprost na niego.
  Podświadomie przeczuwając w jakiej sprawie przybywa, zabawił się w aktora i przybrał zaskoczony wyraz twarzy.
  - Gdzie ona jest?! - Sasuke nie czekał, aż zbliży się na tyle, by móc wypowiedzieć te słowa normalnym akordem. Jego krzyk dopadł do Naruto prędzej, niż uczynił to sam ciemnowłosy.
  - Nie wiem o czym mówisz.
  - Nie chrzań, Jinchuuriuki! Co z nią zrobiłeś?! 
Mimo wrodzonej pobudliwości, tym razem blondyn zapanował nad własną frustracją. Jego twarz nie zmieniła się nawet o jotę, gdy z chłodnym dystansem ilustrował wrogą postawę Sasuke
   - Nazywam się Naruto, dupku.
  - Nic mnie nie obchodzi, jak się nazywasz. - Sasuke wypluwał z siebie słowa z nieskrywaną pogardą, mającą ujście także w gwałtownych czynach. Z mocą chwycił kołnierz od bluzy Uzumakiego, zadzierając materiał ku górze. Mimo to chłopak nawet nie drgnął. Siła, którą władał Sasuke była tak znikoma, że tylko za sprawą wielkiej niedyspozycji Naruto i wybitnie szczęśliwego zrządzenia losu mogła ruszyć blondyna z miejsca, w którym zatrzymał się niczym betonowy posąg  - Pytam, po raz ostatni co zrobiłeś z tą cholerną dziewuchą, albo..
  - Albo co? - Wtargnął mu w zdanie, otwarcie nie kryjąc, jak niewielkie znaczenie ma dla niego przejawiany gniew dziedzica Uchiha. Sasuke zacisnął pięści tak mocno, że aż zbielały mu kłykcie. Nieprzyzwyczajony do nieposłuszeństwa i buntu, niemal wychodził z samego siebie. Oczy ciskały gromy. Naruto natomiast pozostał zaledwie odrobinę zirytowany - Nie mam pojęcia o czym ty mówisz. Puść mnie, bo zaraz twoja urocza rodzinka będzie zmuszona zainterweniować i podbiec do nas, co narazi ich na poskręcane kostki i głęboki wstrząs spowodowany wysiłkiem fizycznym.
  Zdezorientowanie Uchihy było wystarczające i nie musiał on mówić już ani słowa. Naruto w mig pojął, że ciemnowłosy pojęcia nie miał o tym, że obserwują ich co najmniej dwie pary obcych oczu. To, jak dobitnie się rozejrzał było tylko ucieleśnieniem jego wniosków.
  Sasuke był nie tylko idiotą. Pozostawał także wyjątkowo miernym shinobim, co stało się dla blondyna sporym zaskoczeniem, zważywszy na poziom umiejętności przejawianych przez jego starszego brata.
    - Nie miałeś pojęcia? - zakpił, bez trudu uwalniając odzienie od uwięzi rąk napastnika. Odsunął się o krok. - Niczego nie uczą Was w tej akademii, dattebayo. 
   - Stul pysk, lisie. - wywarczał Sasuke, mając zamiar uchodzić za groźniejszego niż w istocie był. W zetknięciu z dobrze wyszkolonym, postawym Uzumakim dość roztropnie ocenił swoje szanse w ewentualnym pojedynku na całkiem zgrabne zero. Nie miał tyle obycia w walce wręcz, a kilkusekundowa szaleńcza pogoń za amazonką o krok była od wprawienia go w zakwasy, jednak dumnie zadzierał głowę mierząc się z Naczyniem Kyuubiego na twarde spojrzenia.- Nic mnie nie obchodzi, jakie macie relacje z tą całą Sakurą, wiem za to, że dobrze ją znasz. Masz pomóc mi ją odnaleźć, rozumiesz? W innym razie sprawa trafi na sam środek biurka mojego ojca a wtedy, ze znajomościami czy też nie, wylądujesz w izolatce przykuty łańcuchami do ściany tak, jak na to zasługujesz, demonie. Natomiast ta twoja urocza koleżaneczka, Sakura, której istnienia tak się wyrzekasz, za moją ingerencją trafi na sam początek gończej listy naszego kraju! Będą jej szukać najlepsi tropiciele tego świata, a gdy wreszcie ją schwytają, sam osobiście pofatyguję się, by trafiła wprost do prywatnych komnat Madary.
  Nawet strażnicy obserwujący całą sytuację z bezpiecznej odległości usłyszeli, jak głośno Naruto wciągnął powietrze usiłując zapanować nad furią, zdradziecko obejmującą wszystkie jego człony.
  - Nie waż się tego zrobić! -  ryknął, tylko ostatkiem świadomości nie wgniatając rywalowi jego czarnej głowy w sztywno wyprostowane ramiona. Najpierw powietrze przeciął świst, a później w dłoni Naruto zamajaczył niewielki kunai. 
Szybkością nadaną Sasuke na mocy płynącej w jego żyłach krwii Uchiha, w bezwarunkowym akcie zamachnął się i wyprowadził cios zamkniętą pięścią, w zamyśle mając po prostu zabicie przeciwnika tak intensywnie grającego mu na jego szlachetnych nerwach i ponad to, na dodatek wygrażającego mu bronią.
Jego cios został brutalnie skątrowany przedramieniem rywala, co doprowadziło do hucznej detonacji wściekłości obu stron. To było niczym relacja wiązana; niczym dwa dynamity o tym samym wypalającym się loncie. Naruto zawył niczym szarżująca zwierzyna, przypuszczając atak. 
   - Znudziło ci się oddychanie prostym nosem, Sasuke?!
Ciemne oczy zabarwiła czerwona poświata Sharingana, gdy dziedzic Uchiha osiągnął apogeum złości.
  - A Tobie nieobita gęba?!
Mimo klarownych przygotowań i nie pozostawiającym złudzeń przedwstępów, do żadnej bijatyki nie doszło. Nim jeszcze jakikolwiek grad ciosów dosięgnął przeciwnika, między rywalami pojawiło się dwóch shinobich odzianych w ciemnozielone mundury, hamując rozwój wydarzeń.
Funkcjonariusze nabożnie odsuwając w tył syna władcy, zwrócili się pogardliwie w stronę blondwłosego nastolatka, w rękach dzierżąc policyjne pałki. Pierwszy, silny cios ugodził w jego brzuch, następne kilka brutalnie sprowadziły niczego niespodziewającego się chłopaka do ziemi. Jednak nawet leżąc słaniając się z konwulsjach, razy nie ustawały.
  - Podstępny demonie, już my nauczymy Cię szanować lepszych i mądrzejszych od ciebie!
  - Lisia gnida!
   Naruto słyszał tylko świsty pałek bez litości przecinających powietrze.
 Krew zalała mu oczy, czuł chrzęst łamanych żeber i wszechogarniający, przeszywający ból, potęgujący się z uderzenia na uderzenie. Bezradnie skulił się, rękami usiłując osłonić własną głowę. Pod palcami czuł lepkość krwii, która skleiła mu włosy.
  Nastąpiło jeszcze kilka uderzeń, nim spłunął czerwienią po raz pierwszy, czując, jak jucha zalewa mu płuca, odbierając dech.
   Głośne jęki i odgłos towarzyszący zamieszaniu przyciągnęły rzesze mieszkańców. W innej sytuacji wszyscy uciekaliby z trwogą by nie podzielić losu pechowego nieszczęśnika; teraz jednak kara spotkała osobę, która najbardziej na nią zasługiwała. Tłum głośno szydził z katowanego chłopaka, śmiejąc się gdy z kolejnej rany trysnęła krew.
  Naruto zakrztusił się, dławiąc własną krwią, podczas gdy siła nieustępujących razów raz po raz bezlitośnie wgniatała go w ziemię. Przestał czuć ból spowodowany katowaniem; jego wycieńczony organizm skupił się na niemożności złapania oddechu.
Gwałtownie spurpurowiał i chcąc złapać się za gardło, odsłonił głowę. Jeden z policjantów szybko i bezmyślnie wykorzystał sposobność, by tym razem z całej siły wycelować w newralgiczny punkt.
    Blondyn poczuł, jakby świat nagle zatrząsł się w posadach. Gwałtownie pociemniało mu przed oczami; uszy wypełnił nieznośny pisk. Był na granicy przytomności, nie walcząc już o oddech. To przestało mieć znaczenie w obliczu kolejnego, cielesnego doznania. 
   - Co wy robicie! Przestańcie natychmiast! - Shisui pojawił się dosłownie w ostatnim momencie. Najpierw powstrzymał funkcjonariuszy, którzy w świetle obecnego prawa wcale nie nadużyli swoich obowiązków, po czym pochylił się nad dogorywającym, zakrwawionym chłopakiem. Wzrok blondyna błądził nieprzytomnie po twarzach wszystkich zebranych, nie przedstawiając wyrazem nic, prócz dojmującej pustki. Źrenice były rozszerzone, przekrwione białka nadały jego spojrzeniu demonicznego wyrazu. To sprawiło, że zimny dreszcz przeszedł po karkach zebranych. Zawiał mroźny wiatr, zwiastujący nadciągającą jesień.
   Życzliwość i ciepło Shisuiego prysnęło, jak za dotknięciem magicznej różdżki. 
Jego twarz przybrała wyraz gniewu, później zaś - trwogi. Mężczyzna przedzierając się poprzez zakrwawioną, opuchniętą powłokę, uświadomił sobie, kto tym razem padł ofiarą brutalnego ataku policjantów.   
    - Ten gnój zaraz przebudzi Lisiego Potwora! - krzyknął ktoś głośno i to wystarczyło, by tłum szyderców rozszedł się w panice. Nawet katujący chłopaka policjanci odstąpili o krok w tył, patrząc po sobie z obawą.
  Wszyscy pamiętali jakie spustoszenie zasiał Dziewięcioogoniasty podczas ataku na osadę; wszyscy wiedzieli, jak wielu ludzi straciło swoje życia, usiłując go powstrzymać.
  Shisui stanowczo machnął ręką, zaniechując podobnym teorią.
W następnej sekundzie jego spojrzenie dopadło stojącego w bezpiecznym oddaleniu Sasuke. 
 Stał z rękami pewnie założonymi na piersi, uśmiechając się kącikami ust. Nic w jego postawie nie zdradzało, by czuł się winny; wręcz przeciwnie. Cała jego postać emanowała niezdrową fascynacją i chorym usatysfakcjonowaniem. Gdyby okrucieństwo miało realną postać, z pewnością odbijałoby się teraz w jego czarnych, mrocznych tęczówkach. 
   - Co tak stoicie! Odejść stąd, natychmiast! - Shisui był o kilka stopni wyżej od podrzędnych funkcjonariuszy, mimo to oni ani drgnęli w odpowiedzi na jego rozkaz. Sasuke również obeszło to płazem. Ani drgnął, niewzruszony jawną krzywdą pobratymca.
Jedyne czego żałował, to tego, że osobiście nie miał okazji doprowadzić go do takiego stanu. Tak. Utarcie nosa Naruto i pokazanie mu, z kim zadziera była aktualnie jego największą życiową ambicją.
  Policjanci co prawda odebrali mu tę przyjemność, ale przynajmniej mógł sobie na to popatrzeć. Nic nie cieszyło tak, jak krew tryskająca z ran nieprzyjaciela i katusze zadawane zdrajcy. 
  W tym czasie Shisui zdołał już przerzucić sobie rękę na wpół przytomnego, słaniającego się na nogach Naruto przez ramię.
  - Mamy rozkazy od Szanownego Fugaku, by pilnować tego gnojka. Miał nie robić żadnych problemów. - Ciemnowłosy, nijaki i równie próżny co reszta Klanu mężczyzna wzruszył lekceważąco ramionami. Zakrwawioną pałkę przymocował do pasa.
  - Pilnować, nie zamordować!
Spojrzenie którym ich obarczył ugasiłoby płomień świętego ognia amaterasu. Następnie wyprostował się i nie czekając dłużej, zniknął.
  Musiał jak najszybciej zaprowadzić tego nieszczęsnego chłopaka do szpitala. Jego życie wisiało na włosku.
 

***              


            Śmiech zamarł na jej malinowych, pełnych ustach. Zatrzymała się, choć rozpędzona biegła przed siebie, chwytając wiatr we włosy.
Uczucie nieuzasadnionej obawy nawiedziło ją już kilkukrotnie odkąd zgubiła swoje święte zapiski. Tym razem strach dotarł jakby głębiej - do samych wrót jej zamkniętego, nieufnego serca. Wpuściła go z należną mu czcią, nie dociekając jego podstawy ani głębokich, mistycznych budulców. Po prostu czuła, czując całą sobą.
    A jej głęboka nostalgia udzieliła się całemu lasu. Korony drzew zawyły, na kształt wycia jej udręczonego ducha, z rozpaczą zrzucając na ziemię swoje dziedzictwo, owoce starań, troski i czasu. 
Liście.
  Pojedyncza łza spłynęła po dziewczęcym policzku, kreśląc ślad na zaróżowionej skórze - świadectwie wcześniejszego wysiłku. W powietrzu wyczuwało się zapach burzy.
Lub bitwy.
  Oh, czy to kwiat aronii czarnoowocowej?
Natychmiast schyliła się, łapiąc między palce pojedynczą część rośliny.
Smutek odszedł, przegoniony potrzebą przetrwania.
  Nadchodzi jesień.
Od teraz wszystko będzie trudniejsze...
   
  

Aut: Przepraszam. Mam nadzieję, że wytrwałeś po drugiej stronie monitora. ♥
Miłej lektury!

Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics