wtorek, 25 kwietnia 2017

Istnienie ponad granicami rozwagi.

 - Upadłeś na głowę? - syknął - Zamierzasz ją pobić?!
  - Do nieprzytomności. I dobrze Ci radze, nie wtrącał się więcej bracie. Mam już dość tego twojego miękkiego serduszka.. Nie widzisz, że ona sobie z nas kpi?! Z nas? Uchihów!? Nie będę pozwalał na to ani chwili dłużej.
   - Uchichów? - Bajeczny głosik rozniósł się po pokoju, niczym poranny, lekki wietrzyk, miękko okalając swoją barwą zawładniętych gniewem braci. Mężczyźni natychmiast zamilkli, w tej samej sekwencji ruchów zwracając twarz w kierunku kobiety. Stała tak jak przedtem, tylko jej wzrok był inny. Bardziej ludzki, a zarazem pełny sprzeczności; błysk strach skrył się za zgubną ciekawością, której nie mogła pohamować. Leciutko przekrzywiała głowę w bok. - Czy oznacza to.. coś.. niegodziwego?
  - Nie - zapewnił Itachi, uprzednio wymieniając z Sasuke krótkie spojrzenia. W tej jednej chwili dzięki braterskiemu porozumieniu ustalili, kto będzie mówił, o co pytał i jak będzie przebiegała rozmowa. Młodszy w grobowym milczeniu przymocował pałkę do pasa. - Uchiha to nasze rodowe nazwisko.
    - Ale ty jesteś Itachi - zaprzeczyła nieufnie, co samo w sobie było sukcesem, bo żaden z nich nie sądził, że odezwie się ponownie tak szybko.
   - Pełna nazwa brzmi Itachi Uchiha.
   - Nie rozumiem tych zasad - mówiła spokojnym, cichym tonem, ale skaczące po wszystkim spojrzenie zdradzało nieustanne zdenerwowanie.
  Postanowił zagadnąć ją z nieco innej strony.
   - Dlaczego przedtem nic nie mówiłaś?
  Nieoczekiwanie zamilkła, wcześniej z wahaniem rozchylając i zamykając usta. Najwyraźniej gdy rozmowa stawała się niewygodna, odgradzała się od niej grubym murem i nieruchomiała. Itachi szybko zrozumiał popełniony błąd, bo był mistrzem w wyciąganiu błyskawicznych wniosków. Zaledwie kilka zdań pozwoliło mu zadecydować o dalszym przebiegu rozmowy.
  Tak jak się spodziewał, bestialska metoda Sasuke na niewiele by się tutaj zdała. Jeden rzut oka na postawę kobiety, przygarbioną, gotową zarówno do ucieczki jak i skoku pozwolił Itachiemu na równie precyzyjną ocenę jej temperamentu. Dziewczyna musiała być niewyobrażalnie uparta, wytrwała i silna, kiedy nawet postawiona pod taką presją, podejmowała walkę.
Zreflektował się w swoich słowach, nim istota do końca zasznurowała usta.
   - Nic od ciebie nie chcemy. Powiedz nam tylko to, co wiesz a puścimy cię wolno. Słowo honoru.
Usłyszał jak z tyłu Sasuke ostrym szeptem wypowiada jego imię, nie przejął się jednak, posyłając kobiecie uspokajający uśmiech. Dla dobra sprawy nie mówił jej, że gdy ich obawy okażą się potwierdzone, trafi do więzienia a później.. kto wie. To byłoby, z punktu widzenia śledztwa, bardzo nieprofesjonalne. Nie chciał wierzyć, że zabiła Ikuhame, ale nie mógł też wykluczyć, że tego nie zrobiła.
   - Czy Dziewczynka mogłaby mi pomóc? Ucieszyłabym się, gdyby złapała mnie za rękę…- Dużo później niż Sasuke, Itachi zorientował się, że kobieta mówi coś pod nosem. Miał nawet wrażenie, że był to zażarty monolog, pełny różnych odczuć. Po chwili owej samodzielnej dyskusji, mina amazonki rapownie zmarkotniała. Mężczyzna uważnie nadstawił uszu. Jego młodszy brat również, chodź on zrobił to zachowując pozory niewzruszonego. Tymczasem dziewczyna dalej mamrotała w najlepsze - Pewnie bardzo się na mnie gniewa, że je zgubiłam.
   - Do kogo ty mówisz? - warknął w końcu Sasuke, bóg wie ile czasu dusząc w sobie te słowa. Coś tu było mocno nie w porządku, skoro potencjalna zabójczyni w środku rozmowy z kimś innym, zaczyna rozmawiać z samą sobą.
 Kobieta na dźwięk jego głosu skuliła się i zaczęła drżeć. Słowa ucichły, podobnie jak jej chęć do współpracy.
  “Jesteś z siebie zadowolony?! “ zdawał się mówić karcący wzrok Itachiego. Odwrócił się, krzyżując spojrzenia z tą wystraszoną istotą, o której wolał nie myśleć, jako o morderczyni.
  - Spokojnie, moja droga. - przemówił z wolna, zaczynając tą żmudną grę od początku. Z cichym szmerem odsunął dla niej krzesło i sam oddalił się, w nadziei, że dziewczyna odważy się usiąść. Dziwnie się z nią rozmawiało, kiedy bez opamiętania wciskała się w ten kąt, nie pozostawiając tam żadnej wolnej przestrzeni.
  Ku jego zdziwieniu, kobieta z wahaniem zrobiła krok przed siebie i niezmiernie powolnym krokiem ruszyła w stronę mebla, obserwując ich przy tym niemal bez mrugnięcia okiem.
Nie poruszył najmniejszym palcem u stopy, byleby tylko jej - znowu- nie spłoszyć.
   Bez pośpiechu zasiadła na zaledwie krańcu krzesła i szeroko rozstawiła nogi, jakby ogłaszając tym swoją gotowość do natychmiastowej ucieczki, po czym dla niepoznaki, nienaturalnie sztywnym ruchem położyła ręce na stole. Miarowo skurczała i rozkurczała palce  
 Itachi równie ostrożnym krokiem zajął statystyczne miejsce naprzeciwko niej, uważając o zachowaniu odpowiedniego dystansu. Paznokcie, w które zaopatrzone były jej dłonie nie należały do najmniejszych. Skrycie przyznał Sasuke racje, gdy ten porównał je do szponów.    
    - Potrzebuję dowiedzieć się kilku rzeczy - zaczął z wolna, obserwując jej reakcję. Była nijaka. Przez jej twarz nie przemknęła żadna emocja. - Jak się nazywasz?
    - Nikt od dawna nie wymawiał mojego imienia... - odrzekła spokojnym, nieco melancholijnym tonem - Lecz Babuńka mówiła na mnie Ptaszyno.
Odnotował to wraz z niedopowiedzianymi faktami, które zdawały się jasno uwydatniać między jej nieco zagadkowymi słowami.
Była bardzo, bardzo samotna.
    - Kiedy się urodziłaś?
    - W moim świecie nie istnieją pojęcia dat.
Ściągnął brwii.
    - W takim razie, gdzie mieszkasz?
Zastanowiła się pobieżnie, i gdy już wydawało mu się, że z jej ust wypłynie w końcu jakaś konkretna informacja, ona bezbarwnym tonem, powiedziała:
   - Nigdy nie podano mi adresu.
   - Nie no, to jakieś kpiny! - huknął z mocą Sasuke, wyrzucając w górę ręce - Przecież to wariatka!
   - Sasuke! Czy mógłbyś, w swej łaskawości, się w końcu przymknąć? Przecież widzisz że ona.. - Zwrócił głowę w miejsce, gdzie powinna być dziewczyna i zdziwił się okrutnie, gdy zamiast jej wystraszonych oczu dostrzegł tylko oparcie krzesła.
Podniósł wzrok, szybko odnajdując ją przyciśniętą… do rogu pokoju. Westchnął ciężko  
   - Co narobiłeś?! Znowu?! - zwrócił się z żywą pretensją do młodszego brata, nie przejmując się zbytnio wystraszonym spojrzeniem, które błądziło pomiędzy nimi z napięciem. Serce amazonki dudniło tak głośno, że sam słyszał w uszach przepływ krwi. Co to za upiornie ciężki dzień!
   - Ptaszyno, wracaj na miejsce - Itachi zwrócił się do kobiety na poły ze zniechęceniem i bezsilnością. Miał wrażenie, że kiedy tylko robił jeden krok w przód, Sasuke z impetu cofał go o kolejne kilka, robiąc przy tym groźną minę. I to tylko dlatego, że nie potrafił powstrzymać swojej impulsywności.
    Itachi nie mógł o tym wiedzieć, ale w myślach młodszy Uchiha przeklinał go na tysiąc możliwych sposobów. Kochał brata, to było oczywiste, a jednak bywały momenty gdy swoim wielkim sercem niejednokrotnie stawał mu na odcisk bądź krzyżował plany. Sasuke nigdy by się do tego nie przyznał, ale podzielał radykalne zachowanie ojca, gdy ten poinformowany o sposobach pracy Itachiego przywoływał go do siebie i umoralniał, a kiedy nie przynosiło to oczekiwanych rezultatów - wychodził z trzaskiem z domu, odprowadzany przez przejęty wzrok Mikoto. Bycie Uchihą do czegoś zobowiązuje - zawsze to powtarzał, a Sasuke gorąco zgadzał się z jego zdaniem. Należy być twardym, bezwzględnym, na każdym kroku pokazywać ludziom, że z nami należy się liczyć. Jesteśmy czołowym klanem tej wioski! Słowa Fugaku jak żywe zabrzmiały mu w głowie, napełniając ekstremalną dawką determinacji.
Zerknął na skuloną w kącie kobietę i uśmiechnął się, uśmiechem zapowiadającym długie lata cierpienia.
Zdawać by się mogło, że dzika istota jest w jakiś sposób wyczulona na jego emocje.. bo naraz spięła się jeszcze bardziej, niemal przestając oddychać.
Po chwili skupiła całą uwagę na Itachim, uspokajając się nieco.
   - Moje karty przepowiedni, zesłane przez Dziewczynkę. Zgubiłam je. - powiedziała cichutko - Zostaw mnie i pójdę je zabrać. Stamtąd.
   - Skąd? - Sasuke z obojętną miną wtrącił się w dyskusję, ironicznie unosząc brew.
   - Stamtąd, gdzie leżą.
   - Wiesz, gdzie leżą?
   - Nie.
  Znowu wryła go w ziemię. Dosłownie. Itachiego chyba również, bo spojrzał na brata jakby błagał o ratunek.. Z tą dziewczyną było coś mocno nie w porządku. Buntowniczka, czy morderczyni, kiedyś musiała porządnie dostać czymś twardym w głowę.
   Za subtelnymi namowami Itachiego, dała się znowu wyciągnąć z kąta i posadzić na krześle, jeśli jednak wtedy siedziała ostrożnie, tak teraz nie dotykała chyba mebla tyłkiem. Nie wiadomo czemu, trwając tam patrzyła się ciągle na niższego z mężczyzn. Czyżby Itachi tak szybko zaskarbił sobie jej zaufanie? Albo najzwyczajniej w świecie przestała się go obawiać, bo był mniejszym złem. Jak wiele razy młodszy Uchiha spotkał się już z określeniem, że wraz z Itachim są niczym niebo i ziemia. Przy czym Sasuke zawsze robił za ziemię, bo to w jej czeluściach znajdowało się piekło - a jednak nigdy nie miał z tego powodu zażaleń, mało tego, szczególnie odpowiadała mu ta gorsząca, niepochlebna opinia. Taki właśnie powinien być prawdziwy Uchiha, myślał z dumą.
Dlaczego więc, spoglądając na dziwną, świeżo wytworzoną nić porozumienia między kobietą a Itachim, czuł się tak wyobcowany? .. Nonsens. Musi czym prędzej dać kres podobnym rozterką.
    - Wróćmy teraz do sprawy sprzed godziny, dobrze? - odezwał się Itachi i oparł biodrem o ścianę, krzyżując ręce na umięśnionej piersi - Zabiłaś tego człowieka?
  Zacisnęła wargi, splotła dłonie na krawędzi stołu i… nie zrobiła nic więcej, chodź przed momentem była bardzo rozmowna.
  To nie rzutowało dobrze na sposób, w jaki postrzegali ją policjanci - aczkolwiek ona kompletnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Jej motywem miało być, najprostsze w świecie, nie wypowiadanie się w kwestii spraw, na które nie miała wpływu - zwłaszcza, że to nie przeznaczenie zadecydowało o śmierci tamtego Pana, ani nie Dziewczynka! Prawde mówiąc bała się powtórnego gniewu sił wyższych. Zgubiła już prorocze wskazówki, czy mało jej nieszczęść?! Dlatego zasznurowała mocno pobladłe usta i usunęła się spod granic tej niepożądanej śmierci.
Na jej nieszczęście, bracia Uchiha mieli co do tego trochę inne zdanie.
Dla ironii, nieco rozbieżne. A w zasadzie to całkowicie się od siebie różniące.     
  Jednak nim Itachi zdołał chociażby pomyśleć o wypowiedzeniu się na ten temat, nagle drzwi otworzyły się. Grupa ANBU, składająca się z 4 członków, wtargnęła do pomieszczenia. Najwyższy z nich, Kakashi Hatake w formie naglącej, poprosił go o szybką interwencję w “poważnej“ jak to ujął sprawie, więc starszy Uchiha, chcąc nie chcąc wyszedł wraz z nimi, uprzednio posyłając bratu ostrzegające spojrzenie.
    To zdarzenie otworzyło Sasuke wiele, do tej pory silnie strzeżonych furtek.
Bez pośpiechu odwrócił się przodem do kobiety, tylko po to, żeby upewnić się, jakie są jej zamiary. W ułamku sekundy spięła mięśnie rąk i nóg, chcąc rzucić się do ucieczki w kąt sali.
 Sasuke tym razem okazał się szybszy. Nim ta zdążyła wstać z zajmowanego miejsca, pojawił się bezpośrednio obok, z zaskoczenia chwycił za jedną z jej rąk i nie tracąc na prędkości, wsunął ją w scalone z biurkiem, metalowe kajdany. Dla pewności mocno zacisnął je wokół nadgarstka dziewczyny, aby w żaden sposób nie była w stanie się z nich uwolnić. Po krótkiej chwili szarpaniny, zrobił to samo z jej drugą ręką.
  Stała na szeroko rozstawionych nogach przed krzesłem, które z hukiem zrzuciła na podłogę, gdy zaczęli się szamotać. Popiskiwała przy tym przez cały czas, a gdy z powodzeniem zakleszczył jej obie dłonie, wydała z siebie nawet głośny, zbolały jęk.
  Nieźle się nagimnastykowała, szarpiąc, harcząc i wijąc, próbując uwolnić własne kończyny z ciasnych więzi. Sasuke obserwował jej karkołomne zmagania z maniakalnym, złośliwym uśmiechem.
   - Dlaczego go zabiłaś? - Napędzany jej strachem, swobodnie przysiadł na mosiężnym stole, bardzo blisko rzucającej się gwałtownie dziewczyny. Długo nie dawała za wygraną i za wszelką cenę, nawet w takich okolicznościach utrzymywała największy, na jaki mogła się zdobyć dystans. Z nienaturalnie wygiętymi rękoma, usiłowała umieścic nogi jak najdalej na posadzce, w efekcie niemal kładąc się na stole, chodź głowa pozostawała buntowniczo uniesiona.   
  - Pomyśl. Im szybciej mi powiesz, tym prędzej cię stąd wypuszczę.
Nie wnikał oczywiście, że będzie to wpuszczenie za kraty, by tam odczekała na egzekucję.
  Długo patrzyli się sobie prosto w oczy, gdy ona nagle uniosła górną wargę ukazując zęby i zawarczała niczym furgon. Sasuke aż drgnął, na dźwięk tak przeraźliwego odgłosu. Jeśli miało go to odstraszyć, to chyba jej się udało. W życiu nie spodziewałby się, że naostrzy na niego kły.. ani tym bardziej, że sekundę po tym wystartuje na niego jak rakieta, wyraźnie mając zamiar mu te kły w czymś zagłębić!
  Całe szczęście, że pokój przesłuchań był dźwiękoszczelny, inaczej jego wrzaśnięcie usłyszałaby chyba cała wioska. Poderwał się natychmiast i odskoczył. Gdyby nie kajdanki, które krępowały ruchy dzikuski i ograniczały jej możliwości ataku, niechybnie rzuciłaby się na niego dalej i ponownie zamierzała wydrapać mu oczy.
  - Dobra, to ci się udało - przyznał skwapliwie i odważył się na śmiałe przysunięcie o krok, mając na uwadze, jaki dystans może osiągnąć dziewczyna. Właściwie sam nie wiedział, czego się tak wystraszył, ale błysk w jej oczach i nieoczekiwana ostrość zębów wystarczyły, by uaktywniły się w nim wszelkie bodźce, odpowiedzialne za ratowanie życia. Była jak zwierzę przyparte do muru, które wiedząc, że nie zdziała nic ucieczką - rusza do ataku. Napędzane desperacją, nie agresją decyduje się podjąć walkę o własne życie.
   Sasuke zawsze był zdania, że surową dyscypliną można utrzymać w ryzach każdego człowieka i chodź kobieta była w tej chwili nieprzewidywalna zdecydował się na jedyny, znany sobie sposób na podporządkowanie sobie innego człowieka.
 Uniósł rękę i w momencie, w którym dzikuska przestała złowrogo syczeć, z całej siły uderzył ją z otwartej dłoni w policzek. Miał nadzieje, że to zmniejszy jej zapał i ostudzi impulsywne reakcje, których na poły bał się i wystrzegał.
   Zaskowyczała jak zraniony pies, po czym, ku uldze chłopaka niemal w całości skuliła się pod biurkiem, nie licząc rąk, w dalszym ciągu przytwierdzonych do blatu.
  Siła nacisku kajdan przy każdym ruchu zdzierała naskórek ze skóry i wrzynała się boleśnie w kości, mimo tego kobieta dzielnie zaciskała zęby i starała się zlekceważyć uciążliwe mrowienie palców. Myśli przelatywały przez głowę niczym tabun rozpędzonych koni. Wszystkie, do tej pory skuteczne środki obrony i ostrożności zawodziły, pozostawiając różowowłosą bezbronną, w samym środku horroru, w którym się znalazła. Znikąd pomocy, strach, rozpacz, nieustanny ból, wstrętny, paskudny mężczyzna którego bała się jak niczego na świecie i ta wszechogarniająca świadomość niemożności ucieczki. Kolejny raz rozpaczliwie szarpnęła rękami, a gdy i to nie pomogło, zawiesiła głowę, uciekając wzrokiem na podłogę. Tylko słuch pozostał czujny, wyłapując każdy szmer dochodzący od strony jej kata.
   - Zapytam po raz kolejny. Dlaczego go zabiłaś?
 Ale jak to… Ja? - dziwiła się w milczeniu. Linia życia tego pana wcale nie zgasła, przecież była tego pewna! Ona została przerwana! Jego znakiem zodiaku był Lew...a gwiazdozbioru lwa nie opuszczała dzisiaj żadna gwiazda! Kobieta skrycie oburzała się faktem, że ten chłopak niczego nie rozumie! Żadna pozaziemska istota nie chciała śmierci tamtego człowieka - zginął poza granicami swojego losu! To straszne!   
   Zaszczuta i drżąca, przysiadła na piętach i powoli zaczęła bujać się w tył w przód, nucąc pod nosem smętną melodię. Już niedługo Księżyc zbliży się do Neptuna... Czy więc to o tym strasznym wydarzeniu chciała jej powiedzieć Dziewczynka? Konstelacja nie pozostawiała różowowłosej wiele do życzenia - jedno zerknięcie na pożółkły papier a następnie linie własnej dłoni jasno i klarownie przewidziały podobną sytuację, związaną z wielkim strachem..  Ale przecież dopiero jutro.. Czy więc mogła się pomylić w obliczeniach? Przymknęła powieki i dzięki pamięci fotograficznej wyobraziła sobie konstelacje planet zawartą w Słowach Spisanych, które miała na kartkach. Następnie w głowie wykonała serię obliczeń, polegając w dużej mierze na prawdopodobieństwie, prędkości ruchu gwiazd i ciągle zmieniającemu się kątowi ich bliskości.
 Po krótszej chwili doszła do wniosku, że istotnie mogła popełnić błąd. To sprawiło, że poczuła się jeszcze bardziej bezbronna niż była. Jak poradzi sobie z wydostaniem się stąd, jeśli nie wie co ma dalej robić i co przyniesie dla niej czas?! Do tej pory miała znaki od Losu, z którym zresztą bardzo się polubiła, chodź to Przeznaczenie należało do jej ulubionych znajomych! No i oczywiście - Dziewczynka. Dokładnie ta, która pilnuje ruchu planet i układa je tak, aby była w stanie odczytać z nich słowa, przestrogi bądź rady. Myślenie o niej przywiodło spokój na skołatane nerwy schwytanej kobiety.
Ten zniknął jednak na równi ze słowami mężczyzny.
  - Odpowiesz, czy znowu mam cię ukarać? Nie chowaj się za stołem, i tak cię widzę.
Uzbroiła się w cierpliwość i samoopanowanie, mimo tego jak szaleńczą symfonię tworzyło właśnie jej rozchulane serce. Odkąd znalazła się w tym pomieszczeniu, nie przestawało łomotać w klatce piersiowej. Wzięła dwa krótkie wdechy, a jej spojrzenie nabrało niemal wilczego wyrazu.
  Wychyliła zza stołu pół twarzy w tym parę zielonych, wielkich oczu i w milczeniu, bacznie obserwowała poczynania mężczyzny. Policzek nieustannie piekł ją od ciosu, przypominając jak niebezpiecznym stworzeniem jest ten zły człowiek! Musiała mieć się na baczności, inaczej ją zabije.
   Babunia zawsze powtarzała, żeby strzegła się ludzi wychodzących zza wiekiego muru i nigdy, przenigdy się do niego nie zbliżała. Przecież słuchała się jej rady, prawie nigdy nie odważyła się przekroczyć granicy tego dziwnego gniazda, gdzie było mnóstwo budowli z kamienia i najróżniejszych rzeczy, których znaczenia nie rozumiała… No dobra. Oprócz tych trzech razy.. Ale to nie było istotne, bo teraz wcale nie chciała znaleźć się w sercu osady, zniewolona i obolała, niemal na śmierć zdjęta strachem. W dodatku zadawali jej tyle dziwnych pytań.. Dlaczego po prostu nie spytali Dziewczynki? Nie mogła tego pojąć.
  - Gdy nadejdzie kres twojego przeznaczenia, Dziewczynka wkurzy się na ciebie, że mnie zamordowałeś - rzuciła brawurowo chodź tak cicho, że Sasuke niemal tego nie dosłyszał. Najlepszym wyjściem byłoby pochylić się i nakazać jej powtórzyć, ale nie był aż tak głupi, by narażać się za odgryzienie ucha.
  Zrozumiał, że uderzenie samo w sobie poskutkowało tylko na chwile. Gdyby bała się następnego ciosu - natychmiast odpowiedziałaby na pytanie. Dlatego uznał, że musi zwiększyć nakład siły, inaczej ona nigdy nie spojrzy na niego jak na władcę, którym w istocie dla niej był.
  Już miał wyciągać rękę, by złapać i wytargać ją za te skołtunione włosy, kiedy do pomieszczenia z impetem godnym Uchihów wpadł Itachi. Na jego widok dziewczyna szarpnęła się gwałtownie w tył, co bardzo szybko skierowało uwagę nowo przybyłego na jej zakleszczone w kajdankach ręce. Zaklął siarczyście i z ogniem w oczach, spojrzał na młodszego brata.
   - Sasuke! - zagrzmiał tak, że niemal zadrżały ściany. - Zabroniłem ci robić jej jakąkolwiek krzywdę!
   - Nie wprost - rzucił wymijająco i jak gdyby nigdy nic, wsunął dłonie do kieszeni.
Itachi jeszcze chwile patrzył na niego z potępieniem, potem odwrócił wzrok i zerknął na pobladłe oblicze kobiety i… znowu patrzył z potępieniem na Sasuke.
   - Uderzyłeś ją.
Bardziej stwierdził niż zapytał.
   - Sama się o to prosiła.
   - O kajdanki też?
   - Itachi dobrze wiesz jaka jest sytuacja. To, że ty traktujesz ją z wszelkimi honorariami nie znaczy, że ja będę postępował podobnie. Dla mnie to morderczyni naszego kuzyna. Nie zasługuje na nic dobrego.
   - Nie mamy dowodów - syknął, przeznaczając te słowa tylko dla uszu brata.
   - Ani innych podejrzanych - odparował Sasuke z równym zacięciem
   - Halo chłopaki, mamy problem! - Madara z obłąkanym uśmiechem wszedł do pomieszczenia, z miną, jakby ów problem wcale go nie interesował. Nie zamknął za sobą drzwi - nieprzypadkowo, jak okazało się chwile później. Posturny mężczyzna, który ledwo zmieścił się w niewielkim przejściu, pojawił się zaraz za nim, stając dumnie w zasięgu wzroku braci. Ostatni raz widzieli go wiele lat temu.
   Poza paroma dodatkowymi zmarszczkami, nie zmienił się praktycznie w ogóle. Wciąż nosił wyblakło zielony komplet spodni i obszernej koszuli, z narzuconą na ramiona czerwoną kamizelką. Na czole widniał metalowy ochraniacz, a pod oczami rozciągały się dwie, czerwone kreski, niewątpliwie własnego autorstwa. Posturny mężczyzna miał ciepłe spojrzenie, patrzące spod posiwiałych brwi w sposób figlarny a zarazem pewny siebie, kwadratowy kształt twarzy i męskie, twarde rysy. Tylko białe, gęste włosy noszone w charakterystyczny krzaczasty sposób nieco urosły.
  - Cóż to za piękny dzień! - Jego głos brzmiał nieco szorstko, ale przebijała się przez niego życzliwość autentycznie nie pasująca do sytuacji. Znajdował się w końcu na komisariacie, w towarzystwie samego Madary, nieoficjalnego boga śmierci, który uśmiechał się, tak po prostu. Sprawa musiała być naprawde problematyczna, skoro sprawiała mu radość. Sasuke przyglądał się starszemu krewniakowi z uwagą, kompletnie zapomniawszy o obecności jeszcze jednej, nieco drobniejszej istoty w pomieszczeniu. Itachi również zdawał się nie mieć do niej głowy, póki wpatrywał się z takim zacięciem w Jirayę.
   - Zajmiecie się nimi. Itachi, Sasuke.
Nimi? - przemknęło przez myśl Sasuke. Zmarszczył brwi, ale nie wypatrywał z uporem dodatkowego osobnika.
  - Tak jest - odparł Itachi i skinął pojednawczo głową. Madara wkrótce opuścił pomieszczenie, pozostawiając ich samych z barczystym osobnikiem, uśmiechającym się w pogodny sposób.. i kimś jeszcze.
Przez moment panowało milczenie.. a później dwie rzeczy zdarzyły się w tym samym momencie. Przyprowadzony mężczyzna zagadnął ze śmiechem:
  -  Wiele zmieniło się w wiosce przez ten czas, co nie?
A Sasuke i Itachi nagle przypomnieli sobie o obecności dziewczyny. Obrócili się ku niej gwałtownie, z trwogą nie napotykając jej postaci tam, gdzie była zanim Madara wtargnął do środka. Zamiast tego na stole oraz kajdanach było mnóstwo krwii.
   - Ero-sennin mógłbyś choć raz być poważny! - rozległ się zupełnie nowy, wyraźnie młodzieńczy głos - Grozili Nam śmiercią!
  - Spokojnie chłopcze, każdemu tutaj nią grożą. - odpowiedział beztrosko mężczyzna. W ciemnych oczach widniało zaintrygowanie, gdy w skupieniu przyglądał się nerwowej reakcji braci Uchiha. Nieprzeciętna inteligencja, wiele lat pożycia w surowym świecie shinobi oraz ciągłe przenoszenie się z miejsca w miejsce uczyniło go jednym z najpotężniejszych mędrców - a to oznaczało, że nie był też głupi. Na pierwszy rzut oka dostrzegł, że chłopcy coś ukrywali. Odnalezienie obiektu ich poszukiwań zajęło mu równie krótką chwile. Kobieta emanowała tak silną aurą strachu, że powietrze wokół niej gdyby miało jakiś kolor, to najprawdopodobniej byłby to czarny. Wcisnęła się w kąt, zaraz za plecami starszego z rodzeństwa.
    Itachi nie tyle dostrzegł ją, co usłyszał głośne, spazmatyczne oddechy tuż za sobą. Odwrócił się, przyciągając tym uwagę Sasuke, po czym oboje zapatrzyli się w postać kobiety, która wydawała się jeszcze bardziej wystraszona niż przed momentem, chodź Itachi nie sądził, aby było to w ogóle możliwe. W ataku paniki, najprawdopodobniej gdy do pokoju wtargnęła kolejna garść ludzi, zdarła skórę ze swoich rąk wyszarpawszy je z ciasno spiętych kajdan i wcisnęła się w inny kąt, pewnie pierwszy który wpadł jej w oczy. Następnie zsunęła na podłogę, przyciągnęła kolana pod brodę, objęła je ramionami i do połowy skryła w nich twarz. Tylko soczysta zieleń oczu przedzierała się gdzieniegdzie przez gęste włosy, swobodnie opadające na pobladłe policzki. Dłonie oraz nadgarstki krwawiły intensywnie, brudząc jej nogi oraz futro, którym była okryta.
  Skulona, drżąca postać dziewczyny była trudna do dostrzeżenia spod drzwi, na całe szczęście, bowiem tylko dlatego Madara nie dowiedział się o jej obecności. Nie było dla nikogo tajemnicą, że przesłuchiwanie kobiet stało się jednym z jego ulubionych zajęć.
   - No wiesz co, Itachi, nie sądziłem że kiedykolwiek świadomie przyczynisz się do cierpienia jakiegoś człowieka. - mruknął postawny mężczyzna z dozą krytyki w głosie, chodź tak naprawdę był niemile zaskoczony tym odkryciem. - A już tym bardziej kobiety.
   - Nie podpisuje się po tym co się jej stało, Jiraiya. Ale sprawa jest poważna.
  Wiedział, że w przypadku tego człowieka może pokusić się na szczerość.  Przed laty zawsze mógł liczyć na jego dobrą radę, co nie znaczyło jednak, że byli przyjaciółmi. Ich znajomość opierała się raczej na wzajemnym szacunku, nic poza tym.
   - Może mógłbym jakoś pomóc? - zagadnął z sympatycznym uśmiechem, po czym już mniej wesoło dodał: - A później zajmiecie się moim przypadkiem. Mam tylko nadzieje, że nie połamiecie mi palców, bo często zdarza mi się ich używać… Powieści same się nie napiszą, hehe!
Itachi bezradnie pokiwał głową na boki
   - Tylko ona mogłaby nam pomóc.
   - Ale to głupia suka i woli wymigiwać się od morderstwa, udając niepoczytalną - wtrącił twardo Sasuke, patrząc z potępieniem na skuloną w kulkę kobietę. W dalszym ciągu nie pojmował, jak udało jej się wyswobodzić skoro zacisnął te kajdanki tak mocno, że niemal zmiażdżył jej nadgarstki.
 - Morderstwo to poważny zarzut. - Jiraiya przekrzywił głowę, jakby wizja tej kobiety przyczyniającej się do zabójstwa kogokolwiek wybitnie mu nie pasowała. - Naruto, przestań się tak wiercić.
   - To przestań mnie ciągle zasłaniać tym cielskiem, zboczeńcu i pozwól cokolwiek zobaczyć!
Sasuke momentalnie zerknął w stronę irytująco znajomego głosu, chodź ten wydobywał się zza postaci mężczyzny.
   - Czyżby Jinchuuriki? - Pogardliwie uniósł brew.
   Nie uznawał żadnych autorytetów poza własnym ojcem i Madarą, więc naturalnie zdarzało mu się od nich słyszeć to i owo o Pustelniku. Szczególną rzeczą która zapadła mu w pamięć było wydarzenie sprzed 4 lat, gdy mężczyzna ten pod osłoną nocy wyniósł się z wioski, ciągnąc za sobą cenną zdobycz Konohy - samego Jinchuurikiego. Nie wysłano za nimi pościgu, bo szczwany shinobi znalazł lukę w prawie i przetransportował ze sobą Naczynie Kyuubiego całkowicie legalnie. W Radzie Wioski skrupulatnie postarano się, aby nigdy więcej nie doszło do takiego incydentu. Jiraiya mógł być pewien, że jego podopieczny więcej nie wychyli nosa poza granice wioski lub nawet specjalnego pomieszczenia, wybudowano specjalnie na rzecz Ogoniastych Bestii. Ta myśl sprawiła, że na usta Sasuke wpełzł paskudny uśmieszek, pełen niestosownego zadowolenia.
  Wtedy blond czupryna brawurowo wychyliła się znad pokaźnego ramienia Pustelnika, a w ślad za nią poszła cała reszta ciała. Naruto był wysokim młodzieńcem o szczupłej budowie, rozczochranych włosach oraz charakterystycznych kreskach na policzkach, nadających jego twarzy nieco lisiego wyrazu.
 Wyprostował się z godnością i zadarł głowę, optycznie zwiększając swoją wielkość. Następnie na znak beztroski, wsunął ręce do kieszeni pomarańczowego dresu.     
  - Nazywam się Naruto Uzumaki, dupku.
Wyraz twarzy chłopaka nie wskazywał na szczególne wyrazy sympatii. Lazurowe tęczówki mierzyły Sasuke z pogardą i rzadko przejawianą przez Uzumakiego wrogością. W tym wypadku chłopak miał jednak wiele powodów, by czuć awersję do Klanu Uchiha, mimo tego, że nigdy nie należał do ludzi, którzy długo chowają urazę.
    - Jak mnie nazwałeś, kundlu?
    Mina Sasuke z aroganckiej, szybko przerodziła się w groźną, a to z kolei nie znaczyło niczego dobrego. Itachi wiedział o tym równie mocno, jak Jiraiya - który dla różnicy obserwował równie gwałtownie zmieniające się rysy twarzy u swojego podopiecznego.
Rówieśnicy mierzyli się wściekłym spojrzeniem, co miało być preludium do wzajemnej bójki. Wywiązałaby się z całą pewnością, gdyby Itachi nie wkroczył w sam środek konfliktu, definitywnie go urywając.
    - Dalej będziecie drzeć ze sobą koty? Macie teraz po osiemnaście lat, zmądrzejcie wreszcie.
    - Nigdy nie cierpiałem skurwysyna - warknął Naruto w tym samym momencie, w którym Sasuke szorstko oznajmił:
   - Zabije ten chłam własnymi rękami.
    Ponownie, w całym tym zamieszaniu zapomniano o czymś istotnym, staje kulącym się w rogu sali i nie ważącym nawet unieść palca, byleby nie wydać żadnego niepokojącego odgłosu… Cichutko, na poły szeptem na poły w myślach nuciła pod nosem smętną melodię, gdzieniegdzie przeplatając nijak mające się do rytmu słowa. Ale to ją uspokajało i pozwoliło na chwilę oderwać się od tego miejsca.
   Tymczasem iskry niemal latały w powietrzu, przeskakując nad głową zdezorientowanego Itachiego, który już dosłownie nie miał pomysłów, jak ma wpłynąć na Sasuke, by ten przestał zachowywać się jak skończony egoista.
    - Sasuke rozwiążmy tą sprawę szybko i daj mi w końcu spokój. - zadeklarował twardo, panując nad pragnieniem wyszarpania brata za ramiona. I to nie tak, że miał dość tego męczącego dnia. Po prostu świadomość strachu który targał młodą kobietą, w jakimś dziwnym stopniu wpłynął także na niego. Nie chciał, by jej cierpienie niepotrzebnie się przedłużało..
   Gdy Itachi w końcu uznał, że Sasuke jest zbyt zajęty odświeżaniem konfliktów, na własną rękę zdecydował się porozmawiać z tą dziewczyną. Nim jednak zdołał zrobić chodź krok w jej kierunku, dobiegł wszystkich cichy, nieco stłamszony odgłos, jakby słowa przedostawały się z bardzo daleka.
    - Sakura…? To naprawdę ty? - Naruto zrobił rozczuloną minę.
 Patrzył ponownie na jej mizerną postać i zdawał się co do centymetra rozpoznawać każdą część jej ciała, tak jakby przez te 4 lata nic a nic się nie zmieniła. Dziewczyna zadarła podbródek, wpatrując się w niego wielkimi, połyskującymi oczami - Sakura, poznajesz mnie, prawda?
  Jedynie przekrzywiła głowę, obserwując chłopaka ze skupieniem i nie pasującym do niej stoicyzmem. Nie drżała już aż tak bardzo, porzucając strach na rzecz rozbudzonej ciekawości.
Sasuke, Itachi oraz Jiraiya zachowali odpowiedni dla sytuacji spokój, przy czym pierwsza dwójka nadziwić się nie mogła, że Naruto nie tylko poznaje tą dziewczynę ale także zna jej imię a ona wydaje się nie bać go aż tak bardzo.
   - Jestem Naruto, pamiętasz? Odszedłem baaardzo dawno, ale wróciłem bo ci to obiecałem.
   - Bo zawsze dotrzymujesz obietnic, bo jesteś Uzumaki, bo inaczej nie byłbyś sobą - dokończyła za niego melodyjnym głosem bez zawahania, wprawiając braci Uchiha w jeszcze większe otępienie.
Chłopak zbliżył się do niej powoli, nieustannie przemawiając spokojnym głosem, aby finalnie leciutko pomóc jej wstać na równe nogi i przetasować spojrzeniem. Delikatnie trzymał ją za ramię, a ona nie wyrywała mu się, mało tego! Wyraźnie do niego lgnęła. Apogeum rzeczy, które potrafił pojąć Sasuke nastąpiła, gdy leciutko uniosła wargi, posyłając blondynowi delikatny ale w zupełności naturalny uśmiech.    
    - Boże, Sakura.. - wyszeptał Naruto ze ściśniętym gardłem - Co ty tutaj robisz, do diabła. Nigdy nie powinnaś się tutaj znaleźć. Dlaczego twoje ręce krw…
  Bez ostrzeżenia odwrócił się, zamachnął i posłał Sasuke potężne uderzenie pięścią w szczękę. Żywa furia płonęła w jego oczach, które odprowadzały bezwładne ciało Uchihy, aż ten z łoskotem upadł na ziemie. Następnie ryknął wściekle, a emocje które w nim buzowały, uzewnętrzniły się na tyle, że gdyby tylko ktoś spojrzał głębiej w jego oczy… zobaczyłby w nich dzikość. Dzikość i niewyobrażalną potęgę. Naruto czuł doskonale, jak przez jego ciało przechodzą nowe pokłady destrukcyjnej energii.
    - Wiem, że to twoja sprawka! Jej skrwawione ręce i zsiniały policzek!  Uderzyłeś ją! Ty przeklęty śmieciu! Zniszczę cię!
Jiraya musiał interweniować.
    - Ty zasrany narwańcu! - W samą porę złapał podopiecznego za ramiona i gwałtownie je wykręcił, trzymając tak dopóty, dopóty blondyn nie uspokoił się na tyle, że był w stanie wydobyć z siebie jakieś konkretne słowo, oprócz spazmatycznych warków.
    Itachi z niedostrzegalnym zaniepokojeniem zbierał zamroczonego Sasuke z ziemi. Na całe szczęście chłopak był jeszcze zbyt otępiały by wściec się i odpowiedzieć Naruto otwartą wojną.
   - Myślę, że ktoś powinien był to w końcu zrobić - odparł dobitnie starszy z braci, w odpowiedzi na pełne sprzeczności i lęku spojrzenie Pustelnika. Zaatakowanie funkcjonariusza praktycznie zawsze kończyło się egzekucją na napastniku, starzec doskonale o tym wiedział. Itachi czuł się jednak w potrzebie by rozwiać jego obawy. Sasuke puści to wydarzenie w niepamięć, czy tego chce, czy nie.
    Być może było to mało humanitarne i raczej niezwiązane z braterską miłością, ale Itachi uważał, że taki drastyczny bodziec w jakimś stopniu przyczyni się do odzyskania przez brata zdolności samodzielnego myślenia.
   Sakura wróciła do dawnej pozycji, nie starając się nawet zatuszować szoku, jaki przeżyła gdy Naruto tak po prostu powalił jej kata na ziemię.
  Itachi bezceremonialnie uniósł Sasuke za ramiona i posadził go na krześle, próbując ocucić. Cios który na siebie przyjął był bardzo potężny i aż dziw, że nie stracił po tym zębów ani swojego prościutkiego nosa.
   - Jak...ty...śmiałeś! - wysylabował sam poszkodowany, z ledwością wskazując na pogrążonego w ciszy Naruto. - Już.. po..Tob..ie!
   - Spokój Sasuke. Nie zaczynaj, bo osobiście ci poprawię. - Dziedzic Uchiha westchnął ciężko - Nareszcie mamy jak porozmawiać z Sakurą i błagam cię, nie spieprz i tego. Naruto, wyciągnij z niej wszystko, co wie o tym morderstwie. Nie sposób do niej dotrzeć, a wychodzi na to, że toleruje tylko ciebie.   
   - Jakim morderstwie?!
Blond czupryna zafalowała pod wpływem gwałtownego uniesienia głowy.
   - Znaleziono ją na zakrwawionym trupie więc stała się głównym podejrzanym. Odmawia też składania jakichkolwiek zeznań.
   - Tak. To do niej podobne - Naruto odwrócił się do zastraszonej istoty, zbliżył po czym przykucnął, zrównując z nią wzrostem. Wieloletnie doświadczenie nauczyło go, jak postępować, by nie wywołać panicznych reakcji. - Sakura, musisz mi odpowiedzieć na parę pytań. To bardzo ważne.
   - Przepadły przepowiednie. - Jej wielkie oczy zalśniły w świetle pojedynczej jarzeniówki. - Miałam je i już nie mam.
Uzumaki pokiwał głową. Zdawał się doskonale pojmować jej wyjęte z kontekstu wyrażenia. Dla pozostałych uczestników rozmowy były one niezrozumiałą tajemnicą.
   - Podejrzewam, że to Dziewczynka potrzebowała je zabrać. - powiedział rzeczowo
   - Zabrać?
   - Jej decyzje są nieomylne, prawda?
W pełnej zgodzie mrugnęła, przybierając niezwykle poważny wyraz twarzy.
Sasuke odzyskał przytomność i teraz spoglądał na dwójkę bliskich sobie ludzi z niepokojącym spokojem. W głębi siebie odczuwał jednak gniew i gorzki smak porażki. W tej sali nikt, nawet jego rodzony brat, nie przyjął jego strony.
   - Zabiłaś tamtego człowieka, Sakura?
   - Jego śmierć nie miała nic wspólnego z przeznaczeniem.
Naruto zerknął na Itachiego zaledwie kątem oka, tylko upewniając się, czy ten słucha uważnie. Jeśli Ptaszyna decyduje się wypowiadać na jakiś temat, robi to tylko raz. Każdy powtarzany fakt, staje się inaczej wyrażony, bardziej zawiły, trudniejszy do odbioru nawet dla pozornie przyzwyczajonego do trudnych kwestii umysłu blondyna.
Sasuke skrzyżował ramiona na piersi, nie mogąc odnaleźć się w sytuacji, w której nie gra głównej roli.
   - Co oznacza “ nie miała nic wspólnego z przeznaczeniem”? - zapytał ciemnowłosy, po krótkiej bitwie z samym sobą.
   - To, że Sakura nie mogła zabić tego człowieka. - Głos Naruto zabrzmiał niezwykle przenikliwie - Bo nie było mu to pisane. Musicie wiedzieć, że ta kobieta kieruje się w życiu wytycznymi, nieznanymi nam wszystkim.
 Czarne tęczówki Uchihy odnalazły skuloną postać dziewczyny i zilustrowały ją dokładnie.
   - Jaką mamy pewność, że nie kłamie?
   - Jeśli chcecie poznać kto jest mordercą, musicie zaufać jej słowom. Ja jednak nie znam bardziej wiarygodnego człowieka.
   - Gdyby Dziewczynka chciała zagłady tamtej Duszy, to ona by ją zabrała - Odezwała się Sakura, patrząc z powagą po wszystkich osobach w tej sali. Ciągle dziwiła się, dlaczego nie potrafią pogodzić się, że to nie osąd Losu przesądził o utracie owego istnienia. - A ona tego nie zrobiła! To był ktoś, kto zadarł z linią życia, urywając ją bez powodu!
   - Oznacza to mniej więcej tyle - pośpieszył z wyjaśnieniem Naruto, nie poświęcając nawet chwili na przetłumaczenie sobie owego wyrażenia. Pojmował je instynktownie. - że udział Sakury w tej sprawie jest całkowicie przypadkowy.
   - Skąd możesz to wiedzieć? - Sasuke pytał bez cienia gniewu, za to z zaintrygowaniem. Nie był pewny, jakiej odpowiedzi powinien się spodziewać w obliczu zetknięcia z kimś tak nieobliczalnym, jak różowowłosa amazonka.
  - Bo ona nigdy nie zadziera z przeznaczeniem. Owa Dziewczynka, o której tak często wspomina, jest dla niej wysłannikiem Losu, rozumiecie? - Niewielu rozumiało, a jednak Naruto mówił dalej : - To wcale nie takie skomplikowane, kiedy odrzuci się własne uprzedzenia.
   - Więc skoro to nie jej dzieło, to co robiła na miejscu zbrodni? - Teraz nawet głos Jiyrai pobrzmiewał niepewnością.
  - Siedziała na zwłokach, tak? Pewnie czytała linie, wyrysowane na dłoni zmarłego. W ten sposób odnajduje znaki, które w jej rozumieniu, odpowiadają za poszczególne wydarzenia w życiu. Nie wiem, na jakiej działa to zasadzie, nigdy nie potrafiłem znaleźć logicznej równowagi w tym co mówi, oraz w tym, co później robi. Sęk w tym, że to jest właśnie przekonanie, w które wierzy Sakura - Po czym dodał szybko: - I ja oczywiście, również
   - Mam więc puścić ją wolno tylko dlatego, że wywróżyła trupowi z dłoni, że nie powinien umrzeć?
   - Naucz się jej słuchać, Sasuke. - Uzumaki leniwie splótł dłonie na karku -  To oznacza również, że został zabity w sposób nieprzypadkowy. Jej wróżby, jak to ująłeś, mogą być dla nas cokolwiek niejasne, ja jednak przekonałem się, że często są prawdziwe.
Itachi najpierw poruszył się, a później zerknął na wyobcowaną istotę w rogu sali. Już na samym początku nie wyglądała mu na morderczynie, a teraz jeszcze w miare jasne wyjaśnienia Naruto.. Nie no, kogo on próbował oszukać.
   - Nic z tego nie rozumiem - odparł bezradnie
Sasuke za to nie przebierał w środkach:   
   - Oboje jesteście stuknięci
     I wtedy drzwi otworzyły się po raz wtóry. Dumnie wypinając pierś, stanęła w nich odziana w służbowe mundury para funkcjonariuszy. Jeden wysoki i chudy, drugi nieco niższy i nieco pulchniejszy. W dłoniach dzierżyli jakieś papiery. Bracia Uchiha poznali ich, rzecz jasna, od razu.
   - Mówcie, co ustaliliście. - Itachi ze swobodnej postawy, prężnie przeszedł na służbowy piedestał, w ułamku sekundy zmieniając usposobienie. Teraz był rzeczowy i poważny, grając rolę inteligenta, za którego go uważano.
   - Niewiele więcej. Śmierć Ikuramy nastąpiła dość szybko. Rana kłuta, pojedyncze cięcie. Broni nie znaleźliśmy.  - odrzekł Naka, spoglądając ukradkiem na nienaruszona emocją twarz swojego partnera. Był on od niego o głowę wyższy, więc musiał nieco zadrzeć pokaźny podbródek.
   - Śledczy zajęli się badaniem zwłok, w celu ich szczegółowego sprawdzenia. - dopowiedział Tekka, odnajdując wzrokiem spłoszoną postać kobiety. Na widok krwi, obficie plamiącej jej skórę zmarszczył brwii, dodając: - Podejrzana przyznała sie do winy?
   - Nie. To nie mogła być ona - Sasuke lekko, jakby wcale nie zarobił z pięści w twarz, powstał z krzesła i odebrał od podwładnych zestaw papierów, ze znużeniem zaglądając w dokumenty. Naruto posłał mu cokolwiek zdziwione spojrzenie, ale rozważnie nie odezwał się, pojmując powagę sytuacji.
   - Jak to nie ona? - Naka, niższy, zjeżył się natychmiast - Przecież siedziała na zwłokach mojego najdroższego wujka. Pewnie na pewno go jeszcze dusiła!
   - Uspokój się. Wiem, że był to twój bliski krewniak i posyłam ci moje kondolencje, ale nie możemy karać ludzi, za rzeczy których nie zrobili.
   - Niby od kiedy?!
Oczy Itachiego przybrały ciemniejszą barwę, sygnalizując nieme ostrzeżenie.
   -  Od kiedy ja prowadzę tą sprawę. - Srogi ton jednoznacznie uciszył rozbudzone oburzenie podrzędnego funkcjonariusza. Czoło Tekki przecięła podłużna bruzda.
     Nie wiedząc czemu, oboje z nowo przybyłych policjantów nie zwrócili najmniejszego uwagi na dodatkowe postaci, będące w sali przesłuchań. Zupełnie jakby rosły, umięśniony mężczyzna sięgający niemal głową do sufitu  i jego charyzmatyczny podopieczny wcale nie rzucali się w oczy
  Sakura za to przejawiała niebywałe zainteresowanie, co samo w sobie było do niej tak niepodobne, że nawet Naruto obejrzał się na nią raz czy drugi, upewniając, że nie tyle kuli się teraz w rogu, co wstała na nogi i odważnie wychylała, spoglądając na obce twarze z natężeniem. Zielone oczy świdrowały postać mniejszego policjanta z zajadliwością, a lekko przekrzywiona postawa sugerowała, że w głowie dziewczyny panuje właśnie natłok myśli.
     Podczas gdy mężczyźni z klanu Uchiha toczyli między sobą obfitą w policyjny żargon rozmowę, Sakura bezszelestnie przemknęła obok skonfundowanego Naruto, który nie zdążył w porę jej uchwycić, prześlizgnęła się przy ścianie i w końcu na palcach zbliżyła do odwróconego do niej plecami, grubszego funkcjonariusza. Przez cały czas nie spuszczała z niego oczu.
   Wkrótce jej nietypowe zachowanie zostało zarejestrowane również przez Itachiego, a następnie samego Sasuke. Oboje obserwowali składającą się niczym kot kobietę, spoglądając na przemian: na nią, i pokrytą czerwonymi wybroczynami twarz Naki, który o zajściu nie miał pojęcia, bo zbyt zajęty był gwałtowna gestykulacją i ożywioną dyskusją. Od niej właśnie dostał rumieńców.
   - Chcecie wypuścić na wolność morderczynie?! Wszystko zgłosze Madarze! Już on się z wami policzy! To jest spisek. Czym was przekupili?!
  - Imię twoje znaczy krwawy ślad!
  - Jasna cholera! - ryknął i aż wystartował do przodu, rażony twardym głosem kobiety jak gromem. Odwrócił się ku niej za sprawą jednego susła, stając twarzą w twarz z zaciętym spojrzeniem zielonych oczu i gniewnie zmarszczonym, małym noskiem.
  Wszystkim odebrało mowę - z wyjątkiem Sakury, która właśnie hardo rozchylała wargi.
   - Nie można tak zabierać dusz, bez pozwolenia! - zawyrokowała
   - O czym ty mówisz?!
Naka, jest wcześniej był czerwony ze złości, tak teraz niemal cała krew odpłynęła mu z twarzy.
   - Dziewczynka się zdenerwuje!
   - Kto?! Co ty, do licha, wygadujesz świrusko?!
   - Widziałam jak twoje metalowe ostrze wyssało istnienie tamtego człowieka - Głos Sakury zabrzmiał niezwykle poważnie, napawając ciszą całe pomieszczenie. Wszyscy zbierali myśli, podczas gdy Naka usiłował nie zaplątać się w pętli niejasnych oskarżeń, jaką na niego zarzucono. Strach ściskał jego gardło niczym gruby sznur.
   - To ty go zabiłeś? - Do rozmowy wtrącił się Naruto, poznawszy w mig intencje swojej wyobcowanej przyjaciółki. Sakura była najeżona niczym kociak, a jej spojrzenie połyskiwało gniewnie, mieniąc się coraz to ciemniejszymi refleksami. Nie było wiele okazji w życiu Uzumakiego, by mógł zobaczyć tą odsłonę różowowłosej, intuicyjnie odgadł więc, że prawda leży po jej stronie. Nie mogło być inaczej, skoro z taką zjadliwością pokonała własne uprzedzenia i z marszu zaatakowała obcego sobie człowieka, chodź do tej pory bała się ich jak ognia, unikając na wszelkie sposobności.
   Itachi poderwał się z miejsca i idąc w takt jej słowom, pochwycił Nake za ramię. Ten aż się wzdrygnął, usiłując wyszarpać.
   - To nie ja! - ryknął - Czyście wszyscy powariowali?!
   - Pokaż swojego sharingana, Naka!
Sytuacja stała się na tyle gwałtowna, że Sakura samozwańczo uznała, iż to najwyższy czas aby wrócić do zacisza skorupy swojego świata. Odsunęła się, odszukując schronienie za szerokim ramieniem Naruto. Lekko pochwyciła połat jego polaru.
Tymczasem gruby funkcjonariusz miotał się niezgrabnie, chcąc oswobodzić i jakoby, zniknąć wszystkim z oczu. Raz po raz rzucał nerwowe spojrzenia w stronę drzwi, na jego nieszczęście - szczelnie zamkniętych. Tekka nie odezwał ani nie poruszył się nawet przez moment.
   - Aktywuj Sharingana. Nie lubimy się powtarzać - Do rozmowy wtargnął również Sasuke.
   - Jeśli okażesz się niewinny, puścimy cię wolno. - dopowiedział Itachi, jednym krokiem oddalając marzenia Naki od ucieczki z sali przesłuchań. Stanął między nim, a drzwiami, wyprostowany, gniewny i emanujący autorytetem. Nawet jego młodszy brat nie mógł nie poczuć do niego respektu i - słusznie z resztą - nie wchodził mu teraz w drogę.
    - Nie będę spełniał waszych chorych żądań. To nie ja jestem mordercą, tylko ta mała dziwka!
Ów “mała dziwka”, gdyby tylko zrozumiała sens wypowiedzianych słów, pewnie zatrzęsłaby się z oburzenia. Role tą przejął jednak Naruto, świetnie orientujący się w spisie popularnych wyzwisk i obelg. Już miał wyrzucić z siebie coś niekoniecznie miłego, kiedy nagle poczuł na głowie czyjąś ciężką rękę. Uniósł zagniewany wzrok na ściągniętą nerwowo twarz Jiraiyi.
   - Uspokój się chłopcze. - odparł, niemal bezgłośnie białowłosy mężczyzna - Trzymaj język za zębami a być może uda nam się wyprowadzić z tego gniazda żmij twoją przyjaciółkę. - Zerknął kątem oka na postać dziewczyny, kulącej się za plecami swojego podopiecznego i dodał: - Zanim te kanalie zrobią jej jeszcze większą krzywdę.
    - Trzymaj go, Sasuke. On nie będzie z nami współpracować.
    - Nie! Itachi, zlituj się chłopie! - Naka na wszelkie sposoby usiłował nie dać się obezwładnić. Niestety miał niewielkie szanse, w starciu z wprawnym i słynącym z braku zahamowań Sasuke. Po zadaniu funkcjonariuszowi potężnego ciosu w szczękę, młodszy Uchiha zdołał bez problemu pochwycić za jego pulchne ręce i wykręcić je w tył, tym samym całkowicie zrównując sobie obecnego podejrzanego. Zamroczony od siły uderzenia Naka przez pierwsze sekundy nie był w stanie rozróżnić żadnego kształtu w pomieszczeniu, co dało rodzeństwu Uchiha wolną rękę. Wtedy też Itachi, słynący z mocy swoich oczu siłą wywołał u kuzyna Sharingana.
   Niemal w tym samym momencie nastąpił splot gwałtownych wydarzeń, za sprawą których Sakura nie bardzo wiedziała, gdzie powinna się ukryć. Kąt w rogu sali już dawno przestał być bezpiecznym schronieniem. Wtulona mocno w plecy Naruto, nie ważyła się nawet wyściubić zza niego noska.
  Itachi wydał z siebie jasne polecenie, za sprawą którego Sasuke bez wahania powalił krewniaka na ścianę, jeszcze silniej wykręcił mu ręce aby za chwile umieścić je w kajdankach. Wszystkiemu towarzyszyło żałosne jazgotanie Naki, który po odzyskaniu świadomości dalej upierał się o swojej niewinności.
   - Naka Uchiha, jesteś aresztowany za zamordowanie Ikuhamy Uchiha. Twój Mankekyu Sharingan jasno świadczy o twojej winie. Masz obowiązek zachować milczenie i nie masz prawa do odwoływania się od oskarżeń. Dążenie za potęgą, a w tym zabicie członka swojego rodu karane jest z najmocniejszą surowością, masz tego świadomość.
Sasuke recytował na jednym wdechu, jednocześnie przeszukując winnego po czym oderwał go od ściany i pochylonego głową w dół skierował do drzwi. W progu jeszcze zatrzymał się i zerknął na Jiraiye, a następnie z pewną dozą nieufności na samego Naruto. Różowy czubek głowy lekko wystawał zza jego lewego ramienia.  
  - Idź. Odstaw go do Madary i spisz protokół zatrzymania. - zarządził Itachi, gestem ręki ponaglając brata - Ja się nimi zajmę.
   Sasuke niechętnie zastosował się do polecenia, przed wyjściem jeszcze chwile mierząc się z Uzumakim spojrzeniem. Oba były równie nieugięte i twarde. W końcu jednak młodszy Uchiha opuścił pomieszczenie a wtedy… Itachi odetchnął z ulgą.
   - Zabierz ją stąd Naruto i nie pozwól, by kiedykolwiek jeszcze tutaj wróciła. - Zwrócił się niemal natychmiast do Uzumakiego, który zrobił nieco zblazowaną mine. Tymczasem wyraz twarzy Itachiego pozostawał niebywale poważny, chodź oczy wyrażały coś na kształt zmartwienia.
   - Ale.. Jak to?
   - Po prostu nie pozwól jej narażać się drugi raz na wzrok kogokolwiek z klanu Uchiha. To nie przyniesie jej niczego dobrego. Zabierz ją tam, skąd przyszła. Mogę ci zaufać?
   - Ciężko jest ją upilnować. Bywa bardzo niezależna.
Funkcjonariusz uśmiechnął się zaledwie kącikiem ust, ale był to szczery gest.
   - Tak, zdaje sobie z tego sprawę. A jednak proszę cię o czujność. Sasuke już przejawia w stosunku do niej niecodzienne zainteresowanie i wierz mi, nawet ja nie wiem co może z tego wyniknąć. To dobry chłopak, ale zepsuty. Nie jestem w stanie przewidzieć, co chodzi mu po głowie.. - Przez głos Itachiego przedzierał się namacalny ból, a mimo to zachował on profesjonalny ton i wyprostowaną postawę. Nie można było jednak jednoznacznie określić, co poruszyło go bardzej. Niewiadomego pochodzenia troska w stosunku do Sakury, czy też zmartwienie, jeśli w grę wchodziły losy jego młodszego brata. Oparł się biodrem o krawędź stołu -  Dlatego musisz być ostrożny Naruto i chronić tą kruszynę, którą masz za plecami… A teraz idź, szybko. Rzucę na komisariat iluzję i nikt nie zwróci na was uwagi.
Naruto pojmując powagę sytuacji jedynie skinął głową. Wziął Sakurę na ręce i gdy ta ufnie wtuliła się w jego pierś, zbliżył do drzwi. Jiraiya stał zaraz za nim, żegnając się z Itachim męskim uściśnięciem dłoni.
  Oboje wybiegli na korytarz, szybko znikając dziedzicowi Uchiha z oczu.



Oh cholibka. Jestem! I melduję, że w kwestii ochoty na pisanie... mam się raczej marnie. Bez zmian. Sama nie mogę w to uwierzyć, ale nie czytuje już nawet blogów innych osób! Jestem w strasznej dupie, jeśli chodzi o rozdziały Adriammer, Konaśki, Sheireen! I wielu, wielu innych. Szczerze? Nie mam pojęcia czemu, przecież ich twórczość jest tak przekozacka.. Brak słów. Aż mi wstyd! Ten rozdział powstał chyba w połączeniu z jakimś cudem. Czy uważam, że wyszedł dobrze? Zdecydowanie nie. Ale to ja! Wszystkie moje rozdziały wychodzą fatalnie, po czym okazuje się, że Wam to się one jednak chodź trochę podobają. Miód na serducho! I w ogóle :D :D
Mam nadzieję, że nie zawodzę was tymi koszmarnymi przerwami. Uhhh... Do następnego! I przepraszam za tą zwłokę! ♥
Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics